Buffy powraca i zapowiada dobrą zabawę

Po ponad dwudziestu latach od finału kultowego serialu, „Buffy: Postrach wampirów” powraca. Sarah Michelle Gellar, która ponownie wcieli się w tytułową rolę, zdradza pierwsze szczegóły na temat nowej odsłony.
Wiadomość o reboocie „Buffy” zelektryzowała fanów na całym świecie. Sarah Michelle Gellar, która dzięki tej roli w latach 90. stała się ikoną popkultury, przez długi czas odrzucała pomysł powrotu do Sunnydale. Aktorka przyznaje, że czekała na odpowiedni moment i właściwą wizję. Impulsem do zmiany zdania okazał się projekt przedstawiony przez Chloé Zhao, laureatkę Oscara i, jak się okazuje, wielką fankę serialu. Prace nad nową serią trwają już od trzech lat, a zdjęcia mają ruszyć wkrótce.
Gellar z sentymentem wspomina czasy oryginalnej produkcji:
Miałam dużo szczęścia. Wtedy nie istniały media społecznościowe, sławy doświadczało się w zupełnie inny sposób. Nie czułam presji, jaką odczuwają dzisiejsi aktorzy, od których wymaga się ciągłego publikowania treści i robienia głupkowatych tańców na TikToku.
Lżejszy ton i nowe pokolenie
Nowa seria ma być lżejsza w tonie niż ostatnie, mroczniejsze sezony oryginału. Twórcy chcą znaleźć równowagę między znanymi postaciami a nowymi bohaterami. U boku Gellar pojawi się młoda aktorka, Ryan Kiera Armstrong.
Moim marzeniem jest przywrócenie wszystkich, którzy zginęli, ale trzeba będzie też zrobić miejsce na nowe historie - mówiła Gellar, podsycając ciekawość fanów.
Jednym z kluczowych zadań, jakie stawiają przed sobą twórcy, jest uwspółcześnienie tematów poruszanych w serialu. Nowa „Buffy” ma zgłębiać co w dzisiejszym świecie, zdominowanym przez media społecznościowe, oznacza bycie outsiderem. Serial od zawsze poruszał uniwersalne problemy, a teraz zmierzy się z wyzwaniami, jakie stawia przed nami współczesność i jej granice czasoprzestrzenne.
Zombie pociąg do Nowego Jorku

Pojawiły się nowe informacje na temat długo oczekiwanej amerykańskiej wersji kultowego koreańskiego horroru „Train to Busan”.
James Wan, producent stojący za takimi seriami jak „Obecność” czy „M3GAN”, potwierdza, że projekt wciąż jest w planach, choć jego losy pozostają niepewne. Film, zapowiedziany lata temu pod tytułem „The Last Train to New York”, zniknął z kalendarza premier Warner Bros., co zaniepokoiło wielu fanów. Jednak James Wan, podczas promocji filmu „M3GAN 2.0”, uspokoił, że nie porzucił tego pomysłu.
Nie remake, a spin-off
Co najważniejsze, Wan podkreślił, że celem nie jest stworzenie klasycznego remake’u, a raczej spin-offu osadzonego w tym samym uniwersum. Akcja miałaby dziać się równolegle do wydarzeń w Korei, pokazując, jak epidemia zombie dotknęła Stany Zjednoczone.
To zdecydowanie wciąż jest dla nas projekt wynikający z pasji. Kreatywnie, jego akcja rozgrywa się w tym samym świecie co „Train to Busan”. Epidemia dzieje się na całym świecie. Więc jeśli „Train to Busan” jest wycinkiem historii z Korei Południowej, chcemy, aby „Train to New York” było opowieścią osadzoną w Ameryce. Wszystko w tym pomyśle jest naprawdę ekscytujące. Mam nadzieję, że w końcu uda się go zrealizować. Szczerze mówiąc, nie jestem do końca pewien, na jakim etapie się obecnie znajduje.
Fenomen koreańskiego oryginału
Trudno przecenić wpływ, jaki „Train to Busan” wywarł na światowe kino grozy. Film, zrealizowany za zaledwie 5 milionów dolarów, zarobił ich prawie 100, dając początek całej franczyzie (w 2020 roku ukazał się sequel „Peninsula”). Co więcej, sprawił, że zachodnia publiczność ponownie zwróciła uwagę na azjatycki horror jako źródło rewelacyjnych i kasowych produkcji.
Siła filmu tkwiła w jego prostocie i znakomitym wykonaniu. Reżyser Yeon Sang-ho połączył znane motywy kina o zombie (widać tu inspiracje „28 dni później”) z niezwykle emocjonalnym wątkiem relacji ojca i córki. To właśnie ten ludzki dramat sprawił, że fabuła angażowała znacznie mocniej niż w typowych horrorach, a zakończenie dla wielu okazało się prawdziwym wyciskaczem łez.
Ryzyko większe niż w środkowym przedziale
Tworzenie anglojęzycznych wersji zagranicznych hitów często wydaje się niepotrzebne – bywa postrzegane jako ukłon w stronę widzów, którzy niechętnie czytają napisy. Choć zdarzają się udane adaptacje, niemal zawsze oryginał pozostaje niedościgniony.
„The Last Train to New York” to ryzykowny projekt, który zmierzy się z legendą jednego z najlepszych horrorów ostatnich dwóch dekad. Niezależnie od tego, czy będzie to spin-off, remake czy interquel, jego jedyną szansą na sukces jest odważne pójście własną drogą i zaoferowanie czegoś świeżego w stosunku do koreańskiego pierwowzoru.
M3GAN 2.0 to nie horror

M3GAN 2.0 zaskakuje widzów ostrym zwrotem w kierunku sci-fi.
Po ogromnym sukcesie horroru "M3GAN" z 2022 roku, zapowiedź sequela była tylko kwestią czasu. Fani zacierali ręce na myśl o powrocie ulubionej lalki-zabójczyni. Jednak kampania marketingowa "M3GAN 2.0" od początku sugerowała, że nie będzie to typowa kontynuacja. Wygląda na to, że twórcy wykonali ostry zwrot w stronę kina science fiction, porzucając elementy grozy na rzecz bardziej zaawansowanej technologii i - wnioskując po pierwszych recenzjach z pokazów przedpremierowych - publiczność jest zachwycona.
Co nowego w fabule?
Akcja "M3GAN 2.0" rozgrywa się dwa lata po wydarzeniach z pierwszej części. Wracają Allison Williams jako Gemma i Violet McGraw jako Cady. W rolę M3GAN ponownie wciela się Amie Donald, a głosu użycza jej Jenna Davis.
Tym razem technologia stojąca za M3GAN zostaje skradziona przez pozbawionego skrupułów dostawcę sprzętu wojskowego. Wykorzystuje ją do budowy robota bojowego o nazwie AMELIA (w tej roli Ivanna Sakhno). Gemma jest zmuszona odbudować oryginalną lalkę i wyposażyć ją w zaawansowane ulepszenia, aby powstrzymać nadchodzące przejęcie władzy przez sztuczną inteligencję.
Zmiana kursu i pierwsze oceny
Film, który trafił do kin 27 czerwca, startuje na Rotten Tomatoes z wynikiem 58% od krytyków, co jest wynikiem poniżej progu "świeżości". Mimo to pierwsze reakcje widzów, którzy mieli okazję zobaczyć film wcześniej, są niezwykle pozytywne.
Jeden z użytkowników serwisu pisze:
Spodziewałem się czegoś zupełnie innego, a jestem absolutnie zachwycony. Choreografia aktorów jest niesamowita. Strona wizualna oszałamia, a film ma świetne momenty komediowe. Wszystko zostało idealnie wyważone.
Inni fani wtórują, określając film jako „fantastyczny” i „pełen akcji”, zapewniając, że „zdecydowanie go polecają”.
Co ciekawe, w opiniach pojawiają się porównania do jednego z najlepszych sequeli w historii kina, czyli "Terminatora 2". Jeden z widzów posunął się nawet do stwierdzenia:
To mniej pretensjonalna Ex-Machina i prawdopodobnie najlepszy sequel od czasów Terminatora 2. Ten film to czysta frajda. Ma coś do powiedzenia, ale bez nachalnego moralizatorstwa, i wykorzystuje te tezy jako solidne punkty fabularne. Gorąco polecam.
Wiele innych osób również nawiązuje do filmu Jamesa Camerona, nazywając "M3GAN 2.0" jego nową wersją, „tylko z większą ilością żartów”.
Jeden z dłuższych komentarzy dobrze podsumowuje charakter sequela:
Spójrzmy prawdzie w oczy – jeśli pierwsza część nie przypadła ci do gustu, sequel prawdopodobnie tego nie zmieni. Ale dla tych, którym oryginał się podobał, drugi film wznosi wszystko na wyższy poziom. To wciągająca przejażdżka od początku do końca, która oferuje znacznie więcej, niż obiecywał zwiastun. Pełen akcji, komedii i dramatu, film zachowuje świetny balans, dając jednocześnie trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość, w kierunku której być może zmierzamy.
Mimo większej ilości akcji i efektów specjalnych, budżet "M3GAN 2.0" wyniósł około 20 milionów dolarów. To więcej niż 12 milionów przeznaczone na pierwszą część, ale wciąż niewiele jak na hollywoodzkie standardy. Seans ma pokazać, że każda dodatkowa złotówka została dobrze zainwestowana w sequel, który pod wieloma względami może być nawet lepszy od oryginału.
Nazywam się Inigo Montoya. Przygotuj się na śpiew

Powraca pomysł broadwayowskiej adaptacji „Narzeczonej dla księcia”
Kultowa „Narzeczona dla księcia” z 1987 roku to jeden z tych filmów, które łączą pokolenia, zdobywając uznanie zarówno widzów, jak i krytyków. Choć od lat mówi się o przeniesieniu tej historii na deski teatru, projekt przez blisko dwie dekady borykał się z problemami. Teraz jednak pojawiła się nadzieja – do pracy nad musicalem zaangażowano twórców znanych z największych hitów Disneya.
O czym opowiada „Narzeczona dla księcia”?
Film Roba Reinera udaje bajkę, żeby móc się z niej naśmiewać, a jednocześnie jest najlepszą bajką, jaką można sobie wymarzyć.
W idyllicznej krainie Florin żyje sobie piękna jak z obrazka Jaskier (Buttercup), która każdą wolną chwilę spędza na pomiataniu swoim parobkiem, Westleyem. Na każde jej polecenie, czy to „przynieś dzban”, czy „wypoleruj siodło”, chłopak odpowiada z uśmiechem: „Jak sobie życzysz”. Po jakimś czasie Jaskier orientuje się, że „Jak sobie życzysz” to w języku parobków-stoików „kocham cię do szaleństwa”. Odkrywa też, że czuje to samo.
Niestety, miłość zazwyczaj jest mało dochodowa, Westley wyrusza więc w świat za chlebem, ale jego statek napada Straszliwy Pirat Roberts, który (podobno) nie bierze jeńców. Jaskier pogrąża się w żałobie i – bo co innego ma robić piękna panna w opałach? – zaręcza się z antypatycznym księciem Humperdinckiem, którego główną pasją jest polowanie i posiadanie fryzury godnej tchórza.
Gdy zbliża się ślub, Jaskier zostaje porwana przez najbardziej osobliwe trio w historii kina:
- Vizzini: Sycylijski geniusz zbrodni z ego wielkości zamku i ulubionym słowem: „Niepojęte!”.
- Inigo Montoya: Hiszpański mistrz szpady, którego jedynym celem w życiu jest odnalezienie sześciopalcastego mordercy Montoyi seniora i wygłoszenie legendarnej formułki.
- Fezzik: Olbrzym o gołębim sercu, nadludzkiej sile i zamiłowaniu do rymowanek.
Ich tropem rusza tajemniczy Mężczyzna w Czerni. Z gracją i sprytem pokonuje całą trójkę: Iniga w pojedynku na szpady (ale z szacunkiem!), Fezzika w siłowaniu się na gołe klaty (z duszeniem) i Vizziniego w pojedynku na intelekt (co było łatwiejsze, niż się wydawało).
Z deski pirackiego statku na deski Broadwayu
Po latach przestoju i licznych zmianach personalnych projekt Narzeczonej jako musicalu zyskał potężne wsparcie. Muzykę do niego stworzą Robert Lopez i Kristen Anderson-Lopez, duet odpowiedzialny za sukces piosenek z „Krainy lodu” i „Krainy lodu II”. Ich zaangażowanie to pierwszy tak znaczący krok naprzód od 2019 roku. Do zespołu dołączyli również producent „Hamiltona”, Jeffrey Seller, oraz wielokrotnie nagradzany reżyser Alex Timbers, znany z broadwayowskich hitów takich jak „Beetlejuice” czy „Moulin Rouge!”.
Twórcy mają na koncie imponujące osiągnięcia. Państwo Lopez zdobyli dwa Oscary (za piosenki „Let It Go” i „Remember Me” z „Coco”), nagrody Emmy (m.in. za „Agatha All Along” z „WandaVision”), Grammy i Tony. Timbers również jest laureatem nagród Tony, co w połączeniu z doświadczeniem reszty ekipy daje realną szansę na to, że wyczekiwane przedstawienie wreszcie trafi na scenę.
Demony i KPop z doskonałymi recenzjami

Na Netflixa trafiła właśnie nowa animacja „KPop Demon Hunters” i wg Rotten Tomatoes naprawdę warto ją obejrzeć.
Produkcja od Sony Pictures Animation zachwyciła krytyków, o czym świadczy wynik 92% pozytywnych recenzji. Niektórzy posunęli się nawet do stwierdzenia, że to „jeden z najciekawszych wizualnie filmów 2025 roku”. Brian Orndorf z Blu-ray.com chwalił film za „żywiołową animację”:
Osoby niezaznajomione z tematem mogą czuć się nieco zagubione w szczegółach tej historii, ale podstawy dotyczące zmagań i wrażliwości postaci są czytelne, a animacja pozostaje żywiołowa, napędzając całość energicznymi obrazami i blichtrem gwiazd popu.
Fabuła, która wciąga (nie tylko fanów gatunku)
Co najlepsze, aby dobrze się bawić, wcale nie trzeba być fanem muzyki K-pop – wystarczy zamiłowanie do świetnych historii i animacji. Potwierdza to krytyczka Wendy Lee Szany z The Movie Couple, która stwierdziła:
Niezależnie od tego, czy jesteś fanem K-Popu, czy nie, będziesz się dobrze bawić. Ten film jest pełen „świetnej animacji, postaci i muzyki i fabuły.
„KPop Demon Hunters” opowiada o Rumi (w tej roli Arden Cho), liderce zespołu K-popowego Helix. Wraz z koleżankami z grupy, Mirą i Zoey, prowadzi ona podwójne życie. Pod osłoną nocy dziewczyny stają się pogromczyniami demonów, chroniącymi swoich fanów przed nadprzyrodzonymi zagrożeniami. Na scenie pojawia się jednak konkurencyjny boysband, który okazuje się grupą demonów w przebraniu. Bohaterki muszą stawić czoła największemu wrogowi w swojej karierze.
Koreańska mitologia i chwytliwe kawałki
Film, wyreżyserowany przez Maggie Kang i Chrisa Appelhansa, zrodził się z pragnienia Kang, by stworzyć coś, co czerpałoby z jej koreańskich korzeni. Połączyła więc elementy mitologii i demonologii ze światem K-popu, tworząc najnowszy animowany hit Netfliksa. Krytyk Casey Chong nazwał go „przezabawną i olśniewającą wizualnie animacją”, a Jack Martin z Film Feeder również nie szczędził pochwał, pisząc:
KPop Demon Hunters przezwycięża swoją nieco powierzchowną koncepcję dzięki wciągającej energii, którą ożywiają pięknie zaprojektowana animacja, urocze postacie i kilka naprawdę chwytliwych K-popowych bangerów.
Oczywiście film ma też swoich przeciwników, jak krytyk Mark Dujsik, który stwierdził, że „w dążeniu do opowiedzenia o czymś »prawdziwym«, film traci poczucie autentycznej zabawy”. Na razie jest to jednak głos odosobniony. Większość krytyków zgadza się, że „KPop Demon Hunters” to jazda bez trzymanki z „pięknie szaloną fantastyczną fabułą, która po prostu działa”, jak ujął to Jeff Ewing z Collider. Na ten moment można śmiało powiedzieć, że film jest świetnym sposobem na spędzenie 95 minut.
Film „KPop Demon Hunters” jest już dostępny na platformie Netflix.
„Otchłań” Jamesa Camerona zniknęła z Disney+. Powodem kontrowersyjna scena

Klasyk science fiction z 1989 roku, „Otchłań”, został niedawno bez zapowiedzi usunięty z biblioteki Disney+ w Wielkiej Brytanii.
Powodem jest jedna scena, która od dekad była zakazana w brytyjskiej dystrybucji, a która przez niedopatrzenie trafiła do wersji udostępnionej w streamingu.
Scena, która oburzyła obrońców zwierząt
Mowa o fragmencie, w którym szczur zostaje zanurzony w różowym płynie. Zgodnie z fabułą jest to nasycona tlenem ciecz fluorowęglowa, która umożliwia oddychanie pod wodą na ekstremalnych głębokościach. Mimo że twórcy zapewniali, że zwierzęciu nie stała się krzywda, a widoczna na ekranie panika była jedynie naturalną reakcją, scena od początku budziła ogromne kontrowersje.
Już w latach 80. Brytyjska Rada Klasyfikacji Filmów (BBFC) uznała ją za zbyt drastyczną. W efekcie fragment ten został wycięty ze wszystkich wersji filmu dystrybuowanych w Wielkiej Brytanii – zarówno kinowych, jak i tych przeznaczonych na rynek domowy.
Interwencja i usunięcie filmu
Gdy w kwietniu „Otchłań” trafiła na Disney+, okazało się, że udostępniono ją w wersji zawierającej zakazaną scenę. Sprawę nagłośniło Królewskie Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt (RSPCA), które rozpoczęło kampanię na rzecz usunięcia filmu z platformy.
W oświadczeniu rzecznik organizacji podkreślił: „Nie chodzi tu o cancel culture. Chętnie powitamy film z powrotem na Disney+, ale z usuniętą niepokojącą sceną – tak jak ma to miejsce w kinach, telewizji i na DVD. Chodziło raczej o zwrócenie uwagi na lukę w prawie, która pozwala na legalne streamowanie scen okrucieństwa wobec zwierząt, uznanych za niedopuszczalne w innych mediach”.
Gdzie obejrzeć „Otchłań”?
Na ten moment brytyjscy użytkownicy Disney+ stracili możliwość obejrzenia filmu, przynajmniej do czasu udostępnienia ocenzurowanej wersji. W innych krajach, w tym w Polsce, „Otchłań” pozostaje dostępna w serwisie.
Warto jednak pamiętać, że przez lata dostęp do tego tytułu był mocno ograniczony. Sytuacja poprawiła się niedawno, gdy na platformach cyfrowych pojawiła się możliwość zakupu odrestaurowanej wersji reżyserskiej w 4K. Ta edycja specjalna, trwająca aż 171 minut, jest przez wielu uważana za najlepszą i kompletną wersję filmu, którą zdecydowanie warto zobaczyć.
DJY - sam zrób sobie Jasona

Piątek 13-go to data, która w naszym kalendarzu zajmuje szczególne miejsce. Po wielogodzinnym maratonie najlepszych, oficjalnych filmów i podróży wgłąb rabbit hole spinoffów, jesteśmy gotowi podzielić się całym dobrem, którego doświadczyliśmy w piątkową noc.
13 czerwca 1946 roku miał przyjść na świat Jason Voorhees. W pierwszym filmie z 1980 roku, jego matka, Pamela Voorhees, mszcząc się na opiekunach z obozu Crystal Lake, stwierdza, że "dzisiaj są jego urodziny". Umiejscawia to masakrę dokładnie w piątek, 13 czerwca 1980 roku, co idealnie pasuje do tytułu, ale jednocześnie tworzy logiczny węzeł gordyjski dotyczący chronologii i wieku Jasona.
Ta kanoniczna elastyczność, często postrzegana jako wada w innych seriach, w przypadku "Piątku 13-go" stała się nieoczekiwanym błogosławieństwem. Niespójności w fabule, niewyjaśnione zmartwychwstania i luźne podejście do logiki stworzyły fundament, który nie jest monolitem, a raczej piaskownicą. To właśnie ta cecha, w połączeniu z długotrwałym sporem prawnym między twórcami serii, który zamroził oficjalne produkcje na lata, doprowadziła do próżni, w której to fani przejęli pałeczkę kontynuacji legendy Crystal Lake. Bez konieczności uszanowania nienaruszalnego kanonu, który nigdy nie istniał, zaczęli dopisywać własne rozdziały, udowadniając, że Jason Voorhees nie potrzebuje Hollywood, by wciąż siać postrach.
Profesjonalna robota: Never Hike Alone i nowy standard fan-filmu
W zalewie amatorskich produkcji, seria Never Hike Alone autorstwa Vincente DiSantiego i studia Womp Stomp Films wyrosła na absolutny "złoty standard" kina fanowskiego. Jej sukces nie polega na ślepym kopiowaniu formuły, ale na jej inteligentnym odświeżeniu. Zamiast klasycznego schematu "grupa rozwiązłych nastolatków ginie jeden po drugim", Never Hike Alone oferuje coś znacznie bardziej trzymającego w napięciu: historię survivalową. Głównym bohaterem jest Kyle McLeod, doświadczony turysta i youtuber, który przypadkiem trafia na zgliszcza obozu Crystal Lake. Jego starcie z Jasonem to nie rzeź, a gra w kotka i myszkę, gdzie widz autentycznie kibicuje zaradnemu protagoniście, czując realne zagrożenie.
Twórcy wykazali się dwiema - genialnymi w swej prostocie - innowacjami, które udowadniają, że fani potrafią dostrzec niewykorzystany potencjał marki. Pierwszą jest umieszczenie akcji prequela, Never Hike in the Snow, w zimowej scenerii. Przez dekady Jason, ikona w masce hokejowej – atrybucie sportu zimowego – mordował wyłącznie latem. Dopiero fani postanowili umieścić go w jego "naturalnym" środowisku, co dało serii powiew mroźnej świeżości. Drugim, być może jeszcze ważniejszym elementem, jest powrót Tommy'ego Jarvisa, arcywroga Jasona. W tę rolę ponownie wcielił się Thom Mathews, aktor znany z kultowej szóstej części serii, Jason Lives. To posunięcie jest czymś więcej niż tylko mrugnięciem okiem do fanów. To symboliczny pomost łączący produkcję fanowską z oficjalnym kanonem, legitymizujący ją w oczach widzów do tego stopnia, że wielu uważa serię NHA za pełnoprawną kontynuację i dzieło przewyższające niektóre oficjalne sequele.
Tajemnice rodu Voorhees: Vengeance i ojciec, którego nigdy nie poznaliśmy
Jeśli seria Never Hike Alone redefiniuje formułę slashera, tak Vengeance odważnie rozbudowuje jego mitologię, stając się de facto rozszerzonym uniwersum "Piątku 13-go". Jej twórcy podjęli się zadania, na które przez lata nie odważyło się Hollywood: wprowadzenia na ekran Eliasa Voorheesa, ojca Jasona. Ta postać, dotychczas będąca jedynie tajemniczą wzmianką w kanonie, od dawna rozpalała wyobraźnię fanów. W Vengeance jego powrót nad Crystal Lake staje się główną osią fabuły, która próbuje odpowiedzieć na pytania pozostawione bez odpowiedzi przez oficjalne filmy.
Siłą filmu jest nie tylko ambicja fabularna, ale i mistrzowski meta-casting. W rolę Eliasa wcielił się C.J. Graham, aktor, który grał samego Jasona w Piątku trzynastego VI: Jason żyje. To posunięcie nadaje filmowi dodatkową głębię, tworząc fascynującą ciągłość i poczucie autentyczności, które doceni każdy wieloletni fan serii. Vengeance pokazuje, że fani nie tylko chcą oglądać kolejne morderstwa, ale pragną również głębszego zanurzenia się w historię rodziny Voorhees.
Sequel, Vengeance 2: Bloodlines, idzie o krok dalej, zaspokajając apetyt najbardziej hardkorowych miłośników gatunku. Film jest znany z niezwykle brutalnych, długich i kreatywnie zainscenizowanych scen morderstw. W czasach, gdy studyjne horrory często łagodzą przemoc, by dotrzeć do szerszej publiczności, produkcje fanowskie takie jak ta mogą sobie pozwolić na bezkompromisowość.
Sequel, ze względu na ograniczenia wiekowe, jest dostępny do obejrzenia tylko bezpośrednio na YouTube.
Gdy Carrie znów spotyka Jasona: Rose Blood i odwaga w eksperymentowaniu
Rose Blood: A Friday the 13th Fan Film jest prawdopodobnie najdziwniejszym i najbardziej polaryzującym zjawiskiem na fanowskiej scenie. To bezpośrednia kontynuacja uwielbianej przez wielu części siódmej, The New Blood, która zasłynęła pojedynkiem Jasona z obdarzoną zdolnościami telekinetycznymi Tiną. Film jest fascynującym przykładem autorskiej wizji, w której reżyser Peter Anthony, napędzany osobistą pasją do konkretnej odsłony, tworzy dzieło głęboko osobiste, ale jednocześnie komercyjnie niewyobrażalne w realiach studyjnych.
Śmiech w Cieniu Maczety: Parodie, które kochamy
Franczyza "Piątku 13-go" jest na tyle ikoniczna, że doczekała się również licznych parodii. Jedną z najbardziej znanych, choć dziś nieco zapomnianą, jest wydany bezpośrednio na wideo film Shriek If You Know What I Did Last Friday the 13th (w Polsce znany jako Straszny film... na wesoło). To produkt swojej epoki, który bardziej niż sam "Piątek" parodiuje całą falę slasherów odrodzoną pod koniec lat 90. przez Krzyk. Jego humor opiera się na absurdzie (scena, w której maska Jasona topi się i przekształca w maskę Ghostface'a), przerysowanych postaciach (reporterka Hagitha Utslay jako parodia Gale Weathers) i wyśmiewaniu gatunkowych klisz.
Jednak prawdziwa ewolucja fanowskiej satyry nastąpiła wraz z rozwojem internetu. Doskonałym przykładem jest animowana seria Samination na YouTube. Jej genialność polega na tym, że nie parodiuje ona filmów, lecz grę Friday the 13th: The Game. Humor wynika tu ze wspólnego doświadczenia graczy: z dekonstrukcji mechanik rozgrywki, popularnych glitchy, absurdalnych zachowań awatarów i typowych strategii stosowanych w grze. To pokazuje fundamentalną zmianę w sposobie, w jaki współczesna publiczność wchodzi w interakcję z marką. Dla wielu młodszych fanów ich głównym kontaktem z Jasonem jest właśnie gra i fanowskie parodie doskonale to odzwierciedlają, tworząc hermetyczne żarty zrozumiałe dla konkretnej subkultury wewnątrz fandomu.
Jason nie umrze nigdy... a przynajmniej dopóki ma fanów
Przez te wszystkie lata fani stali się siłą napędową franczyzy Piątku. Ich produkcje to więcej niż tylko ciekawostki dla najbardziej zagorzałych miłośników. Eksplorują niewykorzystane ścieżki fabularne i utrzymują legendę przy życiu, gdy jej oficjalni właściciele milczą. Niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość i kiedy (lub czy) Jason powróci na duży ekran w oficjalnej odsłonie, jego dziedzictwo jest bezpieczne. Fani dbają o to, by echo krzyków nad Crystal Lake nigdy nie ucichło.
Nagrody Tony rozdane

Znamy zwycięzców 78. gali rozdania nagród Tony.
Nagrody Tony to teatralne Oscary, najbardziej prestiżowe wyróżnienie w świecie amerykańskiego teatru. Każdego roku Amerykańska Liga Teatralna i The Broadway League przyznają je najlepszym produkcjom i twórcom, którzy w minionym sezonie (w tym roku trwającym od 29 kwietnia 2024 do 27 kwietnia 2025) wystawiali swoje sztuki w jednym z 41 oficjalnie uznawanych teatrów na nowojorskim Broadwayu.
Tegoroczna, 78. gala rozdania nagród Tony odbyła się w legendarnym Radio City Music Hall. Prowadzącą główną ceremonię była Cynthia Erivo, która zebrała znakomite recenzje za swój występ – chwalono ją za swobodę, humor i przede wszystkim potężny wokal, który zaprezentowała już w numerze otwarcia. Zaśpiewała wówczas specjalnie napisaną na tę okazję piosenkę "Sometimes All You Need Is a Song", sprytnie nawiązując do nominowanych produkcji.
Nagrody rozłożyły się dość równomiernie, bez jednego, dominującego zwycięzcy, co tylko podkręciło atmosferę. Już podczas transmitowanej na platformie Pluto TV części "Act One", prowadzonej przez Darrena Crissa i Renée Elise Goldsberry, poznaliśmy pierwszych laureatów w kategoriach technicznych.
Wielkim wygranym wieczoru okazał się musical "Maybe Happy Ending", który był współrekordzistą pod względem liczby nominacji (dziesięć) i ostatecznie zdobył aż sześć statuetek. Triumfował w najważniejszej kategorii – najlepszy musical – a także za najlepszy scenariusz (Best Book) i oryginalną muzykę. Sukces odniósł również Darren Criss, zdobywając nagrodę dla najlepszego aktora pierwszoplanowego w musicalu. To historyczne zwycięstwo, ponieważ Criss jest pierwszym Amerykaninem azjatyckiego pochodzenia, który triumfował w tej kategorii.
W kategoriach dramatycznych królował spektakl "Purpose" autorstwa Brandena Jacobs-Jenkinsa, uznany za najlepszą sztukę. Z kolei fani serialu "Sukcesja" mieli powody do radości, bo Sarah Snook za swój broadwayowski debiut w "The Picture of Dorian Gray" otrzymała nagrodę dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Jej kreacja była niezwykła, ponieważ na scenie wcielała się w aż 26 różnych postaci. W męskim odpowiedniku tej kategorii triumfował Cole Escola za niezwykłą kreację Mary Todd Lincoln w "Oh, Mary!". To również ważny moment – Escola jest pierwszą osobą niebinarną, która zdobyła nagrodę w tej kategorii.
Wśród wznowień doceniono "Sunset Blvd." jako najlepszy revival musicalu, a grająca w nim Nicole Scherzinger odebrała statuetkę dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. To drugi przypadek w historii, gdy Amerykanka azjatyckiego pochodzenia wygrywa w tej kategorii.
Francis Jue, nagrodzony za drugoplanową rolę w "Yellow Face", wspomniał w swojej przemowie, że 20 lat temu inny azjatycki aktor podarował mu smoking, by mógł go założyć, gdy sam kiedyś zdobędzie nominację. Z kolei Kara Young ("Purpose") została pierwszą czarnoskórą aktorką, która zdobyła nagrodę Tony dwa lata z rzędu. Wśród debiutantów doceniono również Jaka Malone'a za rolę w "Operation Mincemeat".
Techniczne i kreatywne aspekty przedstawień również zostały docenione. "Stranger Things: The First Shadow", sceniczna adaptacja popularnego serialu, zgarnęła trzy nagrody za dźwięk, oświetlenie i scenografię w sztuce dramatycznej. Uznanie zdobył też "Buena Vista Social Club", który otrzymał cztery statuetki, w tym za choreografię i orkiestrację.
Wielkim przegranym wieczoru okazał się revival "Gypsy" z Audrą McDonald, który mimo statusu faworyta nie zdobył żadnej nagrody. Podobnie musical "Death Becomes Her" – mimo dziesięciu nominacji, skończył z zaledwie jedną statuetką za kostiumy dla Paula Tazewella, dla którego był to udany rok – w marcu zdobył Oscara za "Wicked".
Występy i nagrody specjalne
Ceremonię uświetnił występ oryginalnej obsady musicalu "Hamilton" z okazji 10-lecia premiery. Aktorzy, ubrani na czarno zamiast w oryginalne kostiumy, wykonali składankę największych hitów z przedstawienia. Podczas segmentu "In Memoriam" Cynthia Erivo i Sara Bareilles zaśpiewały "Tomorrow", oddając hołd takim postaciom jak James Earl Jones, Maggie Smith, Quincy Jones, Richard Chamberlain czy Charles Strouse. Nagrodę za całokształt twórczości odebrał Harvey Fierstein, a nagrodę im. Isabelle Stevenson za działalność humanitarną przyznano Celii Keenan-Bolger.
3 x Stranger Things 5

Po 3 latach w końcu doczekaliśmy się ogłoszenia daty - a właściwie dat - premiery ostatniego sezonu "Stranger Things".
Z opubikowanego na YouTube zwiastuna dowiadujemy się, że finał ST został podzielony na trzy części - pierwsza wyląduje na Netflixie 26 listopada, druga w święta, a ostatnia w Sylwestra.
Trailer zdaje się też potwierdzać część teorii krążących wśród fanów produkcji, jak chociażby kluczowa rola Willa i/lub Jedenastki w ostatecznym zamknięciu Drugiej Strony (tak, spekulacje dotyczą tego, że któreś z nich musi umrzeć). Oto, czego fandom spodziewa się po finale ST.
Kto pożegna się z życiem?
Jednym z najgorętszych tematów jest oczywiście to, kto z głównych bohaterów może nie doczekać napisów końcowych. W wielu dyskusjach pojawiają się konkretne "notowania" szans na przeżycie.
- Steve Harrington: Postać, która przeszła jedną z największych transformacji, z popularnego sportowca w opiekuna grupy, jest niestety jednym z faworytów do poświęcenia. Fani obawiają się, że jego heroiczna postawa i chęć ochrony przyjaciół mogą zaprowadzić go na śmiertelnie niebezpieczną ścieżkę.
- Will Byers: Jego głębokie i traumatyczne połączenie z Drugą Stroną i Vecną od samego początku serialu stawia go w wyjątkowo niebezpiecznej pozycji. Teorie sugerują, że może on stać się kluczem do pokonania zła, ale cena za to może być najwyższa.
- Jedenastka (Eleven): Jako główna siła w walce z Vecną, Jedenastka jest na pierwszej linii frontu. Wiele hipotez zakłada, że ostateczne zamknięcie portalu do Drugiej Strony będzie wymagało od niej ostatecznego poświęcenia, co byłoby tragicznym, ale i symbolicznym zwieńczeniem jej historii.
- Inni bohaterowie: Wśród potencjalnych ofiar wymieniani są również Jonathan Byers, a nawet Mike Wheeler, choć w jego przypadku śmierć wydaje się mniej prawdopodobna.
Los Max i powrót Eddiego Munsona
Po dramatycznych wydarzeniach czwartego sezonu, los Max Mayfield wisi na włosku. Fani są zgodni, że choć jej ciało znajduje się w śpiączce, jej umysł jest uwięziony w świadomości Vecny. Kluczową rolę w jej ocaleniu mogą odegrać Jedenastka i Will, którzy spróbują dotrzeć do niej w wymiarze psychicznym.
Niezwykle popularna jest również teoria dotycząca powrotu Eddiego Munsona. Choć oficjalnie zginął w Drugiej Stronie, fani, czerpiąc inspirację z uniwersum "Dungeons & Dragons", spekulują, że może on powrócić jako postać na wzór Kasa – wampirzego porucznika Vecny, który ostatecznie zwraca się przeciwko swojemu panu. Taki obrót spraw miałby być tragicznym, ale i heroicznym dopełnieniem losu charyzmatycznego metalowca.
Will Byers: Klucz do zwycięstwa czy narzędzie Vecny?
Piąty sezon ma wreszcie w pełni skupić się na postaci Willa Byersa. Jego unikalna więź z Vecną, sięgająca pierwszego sezonu, ma być kluczowym elementem fabuły. Istnieją dwie główne, przeciwstawne teorie:
- Will jako broń przeciwko Vecnie: Jego połączenie z potworem może pozwolić mu na szpiegowanie go, poznanie jego planów, a nawet rozwinięcie własnych mocy, które okażą się decydujące w ostatecznej walce.
- Will jako naczynie dla Vecny: Bardziej mroczna hipoteza zakłada, że Vecna może próbować przejąć kontrolę nad Willem, wykorzystując go jako swojego "szpiega" w świecie ludzi i ostateczne naczynie dla swojej świadomości.
Vecna, Druga Strona i finalna rozgrywka
Fani spodziewają się, że finałowy sezon przyniesie odpowiedzi na fundamentalne pytania dotyczące Drugiej Strony. Jedna z teorii głosi, że wymiar ten nie był od zawsze mrocznym i potwornym miejscem, a jego obecny wygląd to efekt "skażenia" przez Vecnę po tym, jak Jedenastka wysłała go tam lata temu.
Pojawiają się również spekulacje na temat ostatecznego planu Vecny. Nie chodzi mu już tylko o zabijanie pojedynczych osób, ale o całkowite połączenie obu światów i przejęcie kontroli nad rzeczywistością. Tytuł ostatniego odcinka, ujawniony przez twórców – "The Rightside Up" (Prawidłowa Strona) – sugeruje, że celem bohaterów będzie nie tylko zamknięcie portali, ale być może przywrócenie jakiejś formy równowagi.
Wśród bardziej odważnych hipotez pojawia się nawet sugestia, że Henry Creel (Vecna) może być biologicznym ojcem Jedenastki, co dodałoby nowego, dramatycznego wymiaru w ich konfrontacji.
Przeskok w czasie i powrót znanych twarzy
To, co potwierdzono, to przeskok w czasie, co pozwoli na naturalne wyjaśnienie starszego wyglądu aktorów. Akcja ma dziać się prawdopodobnie pod koniec lat 80. Widzimy to też w trailerze - fakt, że przejście na Drugą Stronę jest zamknięte przez wojsko pokazuje, że miasteczko szykuje się do walki od dłuższego czasu.
Fani liczą również na powrót postaci z poprzednich sezonów, w szczególności Kali (008), która ze swoimi mocami iluzji mogłaby okazać się cennym sojusznikiem w walce z Vecną.
Twórcy serialu, bracia Duffer, zapowiadają emocjonalne i epickie zakończenie, które ma usatysfakcjonować fanów. Odrzucili przy tym popularną niegdyś teorię, jakoby wszystkie wydarzenia były jedynie wytworem wyobraźni bohaterów podczas gry w "Dungeons & Dragons". Finał ma być prawdziwy i namacalny, a jego konsekwencje odczuwalne dla wszystkich postaci.
Cannes 2025

W tegorocznej edycji Festiwalu Filmowego w Cannes, pomimo początkowych obaw związanych z przerwą w dostawie prądu, która mogła opóźnić ceremonię zamknięcia 78. edycji, wydarzenie w Grand Théâtre Lumière przebiegło bez zakłóceń.
W skład jury konkursowego, któremu przewodniczyła francuska aktorka Juliette Binoche, weszli: Halle Berry i Jeremy Strong, włoska aktorka Alba Rohrwacher, francusko-marokańska pisarka Leïla Slimani, a także reżyserzy Dieudo Hamadi, Hong Sang-soo, Payal Kapadia i Carlos Reygadas. To właśnie oni zadecydowali o tym, którzy twórcy i dzieła zostaną uhonorowani w tym roku.
Wśród nagrodzonych znalazł się - nieobecny na ceremonii - brazylijski aktor Wagner Moura, który został uznany najlepszym aktorem za rolę w politycznym thrillerze "The Secret Agent" w reżyserii Klebera Mendonça Filho. Co jest rzadkością w Cannes, film ten zdobył również drugą nagrodę za najlepszą reżyserię. Innym znaczącym zwycięzcą okazał się irański dysydent Jafar Panahi, którego film "It Was Just an Accident" otrzymał główną nagrodę festiwalu – Złotą Palmę. Stało się to zaledwie kilka dni po tym, jak firma dystrybucyjna Neon nabyła amerykańskie prawa do tego obrazu.
Pełna Lista Laureatów 78. Festiwalu Filmowego w Cannes
Poniżej przedstawiamy pełną listę laureatów tegorocznego festiwalu:
- Złota Palma: Jafar Panahi — It Was Just an Accident
- Grand Prix: Joachim Trier — Sentimental Value
- Nagroda Jury (ex aequo): Mascha Schilinski — Sound of Falling; Oliver Laxe — Sirat
- Najlepszy Reżyser: Kleber Mendonça Filho — The Secret Agent
- Najlepszy Scenariusz: Jean-Pierre i Luc Dardenne — Young Mothers
- Najlepsza Aktorka: Nadia Melliti — The Little Sister
- Najlepszy Aktor: Wagner Moura — The Secret Agent
- Nagroda Specjalna: Bi Gan — Resurrection
- Złota Kamera za Najlepszy Debiut: Hassan Hadi — The President’s Cake
- Złota Palma dla Najlepszego Filmu Krótkometrażowego: Tawfeek Barhom — I’m Glad You’re Dead Now
