Ben Affleck i Matt Damon zakładają firmę produkcyjną

W przeciwieństwie do serwisów streamingowych i większości studiów, Artists Equity planuje dzielić się zarobkami ze swoimi aktorami i twórcami.

Według CBS News Ben Affleck i Matt Damon, we współpracy z RedBird Capital Partners, ogłosili start firmy produkcyjnej o nazwie Artists Equity. Damon i Affleck zostali przyjaciółmi, gdy mieli odpowiednio dziesięć i osiem lat i od tego czasu dla obu była to udana podróż. Aktorzy pracowali razem przy kilku projektach, w tym „School Ties”, „The Battle of Shaker Heights” i „Field of Dreams”.

Celem Artists Equity ma być zapewnienie twórcom treści większej motywacji finansowej do tego, by ich projekty odnosiły komercyjny sukces. Jednocześnie założyciele mówią o tym, że chcą dać twórcom niezależnych treści platformę do wyrażania siebie, co może trochę kłócić się z nagradzaniem za sukcesy komercyjne.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Kyle (@kylewatsondesign)

Takich obaw nie ma Matt Damon. Aktor wyjaśnia, że historycznie sukces filmu decydował o tym, jak ten radził sobie w box office, jednak branża filmowa zmieniła się nieodwracalnie wraz z pojawieniem się usług streamingowych. Wg aktora studio może być atrakcyjną – i nieuniknioną – opcją dla twórców, którzy martwią się, jak te fundamentalne zmiany w branży wpłyną na ich wypłaty.

Aktorzy są naprawdę zaangażowani w nowy projekt. New York Times donosi, że od teraz Damon będzie produkował wyłącznie dla Artists Equity, a w przyszłości zagra także w nieujawnionej jeszcze liczbie filmów wyprodukowanych przez studio. W ramach swojego zaangażowania na rzecz Artists Equity Ben Affleck również zadeklarował, że będzie pracował wyłącznie z AE.

Jak ma konkretnie wyglądać motywacja finansowa dla twórców związanych z Artist Equity? Oprócz minimalnej płacy związkowej partnerstwo ma na celu przyciągnięcie czołowych aktorów i twórców poprzez oferowanie dużych zysków i premii kasowych. Oferta wygląda na atrakcyjną, bo według Afflecka Artists Equity wypuści trzy projekty już w przyszłym roku i w miarę upływu czasu osiągnie cel pięciu filmów rocznie.


Znowu Piła?

Jigsaw powróci w dziesiątym filmie z serii "Saw". Najnowsza osłona weszła do produkcji i zobaczymy ją w 2023 roku.

Pojawiło się nowe zdjęcie z planu filmu „Piła 10”, znanego również jako „Piła X” i potwierdza ono powrót głównej postaci. Wcześniej ujawniono, że Tobin Bell pojawi się w dziesiątym filmie jako John Kramer, czyli Jigsaw. Jak zostanie On wkomponowany w historię dopiero się okaże, bo jak wiemy  postać od dawna nie żyje we wszechświecie „Piły”.

Jeszcze nie widzieliście wszystkiego, jeśli chodzi o Tobina Bella

– powiedział w zeszłym roku reżyser „Spiral”, Darren Lynn Bousman, wspominając również o planach na stworzenie uniwersum „Piły”.

Może będzie serial telewizyjny i cała seria Marvelverse „Piły”, w której historie i postacie, mimo że umieszczone w tym samym wszechświecie, będą pokazane jako osobne wątki.

Lionsgate wcześniej ogłosiło, że „Piła 10” pojawi się w kinach w październiku 2023 roku. Wiadomość została potwierdzona przez producentów: Marka Burga i Oren Koules, którzy ujawnili również, że sequel wyreżyseruje Kevin Greutert. Wcześniej Greutert był reżyserem „Piły VI” i „Piły 3D”, a także montażystą i producentem wykonawczym Jigsaw i montażystą przy pierwszych pięciu filmach serii. Jak mówią producenci:

Słuchaliśmy tego, o co prosili fani, i ciężko pracujemy planując film, który pokochają zarówno miłośnicy „Piły”, jak i fani horrorów, a częścią tego planu jest przekazanie sterów Kevinowi Greutertowi, reżyserowi „Piły VI”, która wciąż jest jednym z ulubieńców fanów w całej serii.

„Piła X” ma wylądować na ekranach kin 23 października 2023 r.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by @jk_horrorfan


Nie będzie piratów z Margot Robbie

Czy Disney zrezygnował z odsłony "Piratów z Karaibów" z Margot Robbie, żeby zacząć prace nad szóstą częścią z Johnny Deppem?

Planowany film z franczyzy „Piratów z Karaibów” z Margot Robbie został skasowany, jak przyznała ostatnio sama aktorka. Nie jest do końca jasne, co władze Disneya mają nadzieję zrobić z serią filmów w następnej kolejności, ale z dużym prawdopodobieństwem wytwórnia zauważyła ogromne wsparcie fanów dla Johnny’ego Deppa i ich zainteresowanie powrotem aktora do serii, co mogłoby skazać odsłonę z Robbie na porażkę.

Chociaż nic nie wskazuje na to, że Depp spotkał się z Disneyem w sprawie kręcenia kolejnego filmu, to w mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo postów, w których fani spekulują, że taka sytuacja może mieć miejsce i reanimują kampanię na rzecz powrotu Kapitana Jacka Sparrowa w nowym filmie.

Nie wydaje się to akcją wymierzoną przeciwko Robbie, reakcja najprawdopodobniej byłaby taka sama, niezależnie od tego, kto miałby zagrać w reboocie. To, co zdenerwowało fanów Deppa, to sposób, w jaki aktor został zwolniony przez Disneya z powodu zarzutów, które ława przysięgłych uznała za fałszywe. W niektórych postach w sieci fani twierdzą nawet, że powitaliby Robbie w serii z otwartymi ramionami, ale tylko wtedy, gdyby Deppowy Jack Sparrow również pojawił się w filmie. Wg fanów kontynuacja serii bez tej ikony wydaje się po prostu niewłaściwa, co doskonale obrazuje spopularyzowany przez nich hashtag #NoJohnnyNoPirates.

W maju producent Jerry Bruckheimer powiedział, że rozmowy z Robbie wciąż się toczą, ale sytuacja zmieniła się wraz z wygraną przez Deppa batalią z Amber Heard i wydawało się, że pojawiły się obiecujące informacje na temat potencjalnego powrotu Jacka Sparrowa. Bruckheimer twierdził, że w pracach nad nowymi piratami były brane pod uwagę dwa różne scenariusze, w tym jeden z Margot Robbie i jeden bez. Producent nie rozwinął tematu drugiego scenariusza, mówiąc tylko, że „przyszłość nie została jeszcze rozstrzygnięta”, jeśli chodzi o możliwość powrotu postaci pewnego dnia.

Fani pragną powrotu Deppa, wytwórnia wie, że oznacza to pieniądze, więc zapewne też chciałaby zaciągnąć kapitana z powrotem na pokład. Jednak największą przeszkodą jest sam Johnny Depp, który  podczas rozprawy jasno powiedział, że po tej „zdradzie” nigdy nie wróci do serii.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Mirror Now (@mirrornow_in)

Nie wiemy czy ta kwota przekona aktora (przypomnijmy, że prawnik Deppa podczas rozprawy wspomniał o 300 mln USD), ale naprawdę mamy nadzieję, że wytwórnia ma w zapasie dodatkowe alpaki.


Wydarzenia tygodnia (7-13.11)

Co się wydarzyło w branży filmowej w minionym tygodniu?

„Black Panther: Wakanda Forever” stała się najbardziej dochodowym weekendem otwarcia w historii zarabiając 330 mln dolarów (przy budżecie 158 mln).

Chuck Wepner, bokser, który zainspirował postać Rocky’ego został uhonorowany pomnikiem w swoim rodzinnym mieście, New Jersey.

Animowany film krótkometrażowy z Baby Yodą w wykonaniu studia Ghibli zadebiutował na Disney+.

Córka Sissy Spacek, Schuyler Fisk, odrzuciła propozycję roli w reboocie Carrie z 2013 r., ponieważ rola jej matki była zagrana tak doskonale, że Fisk nie czuła, żeby mogła cokolwiek dorzucić do tej postaci.

Alec Baldwin złożył pozew przeciwko ekipie odpowiedzialnej za broń na planie filmu „Rust”, na którym aktor zabił autorkę zdjęć Halynę Hutcins.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by ABC News (@abcnews)

Lindsay Lohan i Jamie Lee Curtis stwierdziły, że gdyby taki projekt powstał, to zagrałyby w „Zakręconym piątku 2”, sequelu filmu z 2003 r.

Pierwszy pełnometrażowy, animowany film „The Last Airbender” dostał wreszcie datę premiery. Na ekranach zobaczymy go 10.10.2025 r.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Geekynesia (@geekynesia)

Michael J. Fox i Christopher Lloyd otworzyli sklep „Powrót do przyszłości” z ekskluzywnymi gadżetami dla fanów serii, w tym np. kamizelką Marty’ego, oczywiście z autografem aktora.

Powoli, ale do przodu – Francis Lawrence potwierdził, że rozpoczęły się rozmowy między reżyserem a scenarzystą „Jestem legendą 2”.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Nerd VR (@nerdvr)


10 rzeczy, których nie wiesz o "Dniu Niepodległości"

"Dzień Niepodległości" z 1996 r. to znany film z serii "kosmici zawsze atakują USA" z Willem Smithem, Jeffem Goldblumem, Billem Pullmanem i Vivicą A. Fox w rolach głównych. Jak pewnie się domyślacie Stany wygrywają, ale jest kilka rzeczy, których nie wiecie o tym kasowym hicie.

  1. Według producenta/współscenarzysty, Deana Devlina, wojsko USA wspierało film pozwalając ekipie kręcić w bazach wojskowych i pełniąc rolę konsultanta dla aktorów grających role wojskowych. Jednak po zobaczeniu w scenariuszu odniesień do Strefy 51, wycofali swoje poparcie.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by persiegirl20 (@persiegirl20)

2. Film jest rekordzistą, jeśli chodzi o użycie miniaturowych modeli. W „Dniu Niepodległości”  wykorzystano więcej miniatur niż w jakichkolwiek innych dwóch filmach (korzystających z miniaturowych modeli) razem wziętych. Ze względu na postęp technologii cyfrowej od czasu premiery tego filmu, większość ekspertów uważa, że ten rekord już na zawsze pozostanie w rękach DN.

3. Scena, w której Will Smith ciągnie nieprzytomnego kosmitę przez pustynię, została nakręcona w pobliżu Great Salt Lake w stanie Utah. Kwestii Smitha: „What he hell is that smell” (co to za cholerny smród) nie było w scenariuszu. Great Salt Lake jest domem dla maleńkich skorupiaków zwanych krewetkami solankowymi. Kiedy umierają, ich ciała opadają na dno jeziora (które nie jest zbyt głębokie) i rozkładają się. Kiedy wiatr wzmaga się w odpowiedni sposób, muł denny podnosi się, a zapach milionów gnijących krewetek solankowych jest, delikatnie mówiąc, ekstremalnie nieprzyjemny i najwyraźniej nikt nie ostrzegł Willa przed tymi doznaniami sensorycznymi.

4. Scenograf Patrick Tatopoulos przedstawił reżyserowi Rolandowi Emmerichowi dwie koncepcje kosmitów. Emmerichowi tak bardzo spodobały się oba projekty, że wpadł na pomysł wykorzystania jednego projektu jako rzeczywistego kosmity, a drugiego jako biomechanicznego kombinezonu, który kosmici mogliby nosić. W filmie pojawiają się więc obie koncepcje Tatopoulosa.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Heck Kurfminer (@bigheck88)

5. W scenie w pokoju odpraw w Strefie 51 za Hillerem i Grayem znajduje się zdjęcie bazy zrobione przy użyciu noktowizora. Jest to fotografia prawdziwej Strefy 51 wykonane przez fana teorii spiskowych, zrobiona z miejsca zwanego „Freedom Ridge”. Wzgórze zostało „zamknięte” przez rząd USA pod koniec lat 90. i nie jest już dostępne dla publiczności.

6. Mary McDonnell zaakceptowała rolę po tym, jak jej agent przedstawił projekt mówiąc po prostu: „To film o statkach kosmicznych szerokich na 15 mil”.

7. Ogromny szum, jaki film wywołał na początku 1996 roku, spowodował, że Warner Bros. przełożył premierę „Marsjanie atakują!” z lata ’96. na Boże Narodzenie tego samego roku, a Steven Spielberg (tymczasowo) odwołał swoje plany wyreżyserowania „Wojny światów” (2005).

8. Eksplozja Białego Domu (zbudowanego w skali 1/12 tylko w celu nakręcenia tej jednej sceny) była sfilmowana przez dziewięć kamer, w różnych prędkościach, z których jedna była dwunastokrotnie szybsza niż zwykle, a następnie odtwarzana z normalną prędkością tak, by eksplozja wydawała się większa i „wolniejsza” na filmie. Ta scena pojawiła się w większości zwiastunów, spotów telewizyjnych i na okładce większości wydań VHS filmu i jest powszechnie uważana za najbardziej charakterystyczne ujęcie „Dnia Niepodległości”.

9. Film został zakazany w Libanie pod presją Hezbollahu. Powodem był montaż scen, w których żołnierze izraelscy i iraccy połączyli siły podpisując się pod amerykańskim planem kontrataku na obcych. Od kilku dziesięcioleci Liban oficjalnie bojkotuje wszystko, w czym występują Izraelczycy.

10. Zdjęcia na międzynarodowym lotnisku w Los Angeles były opóźnione o kilka dni z powodu pogróżek ze strony Teda Kaczyńskiego (Unabomber).

 

View this post on Instagram

 

A post shared by ziruh (@ziruhrony)


Schwarzenegger przyznał się do wrobienia Stallone'a w klapę

Arnold w końcu potwierdził podejrzenia Sylvestra Stallone, który od lat mówił, że został wrobiony w  zaakceptowanie roli w mocno krytykowanym filmie.

W latach 80. i 90. jedna z najbardziej znaczących rywalizacji w Hollywood toczyła się między supergwiazdami kina akcji: Sylvestrem Stallone i Arnoldem Schwarzeneggerem. Po latach wyścigu o najbardziej kasowe tytuły, tytani spotkali się w końcu, by zagrać między innymi w serii „Niezniszczalni”, ale z wieloletniej walki Schwarzenegger wyniósł jedno, znaczące zwycięstwo: udało mu się nakłonić rywala do zaakceptowania roli w filmie, który z góry był uważany za porażkę.

Film, o którym mowa, to „Stój, bo mamuśka strzela”. W komedii wyreżyserowanej przez Rogera Spottiswoode, Stallone, w roli twardego gliny, występuje obok nieżyjącej już legendy „Golden Girls”, Estelle Getty, jako jego starszej matki, która okazuje się bardziej groźna w posługiwaniu się bronią palną, niż mógł się spodziewać. Film został pogrzebany pod bardzo negatywnymi recenzjami, lądując na 14% na Rotten Tomatoes. Czas też nie był zbyt łaskawy dla filmu, ponieważ dzieło to jest powszechnie uważane za jeden z najgorszych filmów Stallone.

Od lat krążyły plotki, że Stallone tak szybko zaakceptował rolę w felernej komedii po tym, jak  usłyszał, że główną rolą był zainteresowany właśnie Schwarzenegger. W wywiadzie dla THR Stallone mówił o tym, że film wypadł fatalnie bo rolę matki zagrała ukochana aktorka Hollywood, która była przesłodką osobą, a nie strzelającą heterą, jakiej potrzebowała ta koncepcja. Powtórzył również swoje przekonanie, że został oszukany, by przyjąć tę rolę i przyznał, że jedynym powodem, dla którego ją zaakceptował była nadzieja, że uprzedzi AS.

Schwarzenegger odpowiedział i potwierdził, że sfingował zainteresowanie filmem tylko po to, by wrobić Stallone’a, dodał jednak, że zdecydowanie woli obecne czasy, w których obaj są przyjaciółmi.

W tamtych czasach robiliśmy różne szalone rzeczy, aby wyprzedzić konkurencję. Na szczęście dla nas i wszystkich innych dzisiaj kibicujemy sobie nawzajem i dzięki Bogu, że tak jest, bo świat nie potrzebuje kolejnego „Stój, bo mamuśka strzela”.

Stallone i Schwarzenegger pojawili się razem w trzech filmach z serii „Niezniszczalni”, zagrali także w filmie „Escape Plan” z 2013 roku, pierwszym, w którym obaj wystąpili w głównych rolach. Poza planem również znajdują czas na spotkania, co dodatkowo potwierdza fakt, że walka tytanów naprawdę się zakończyła.


Zaslav chce więcej Pottera, ale czy chce też Rowling?

Warner Bros. planuje rozwijać istniejące już franczyzy, w tym serię z uwielbianym przez pokolenia Harrym Potterem. By to się zadziało, wytwórnia potrzebuje J.K. Rowling

Seria z Potterem zarobiła na całym świecie ponad 7 mld dolarów, więc nic dziwnego, że wytwórnia chce wycisnąć z franczyzy jak najwięcej. Oczywiście w temacie Hogwartu nic nie może się zadziać bez autorki bestsellerów, a jak wszyscy wiemy, Pani Rowling to obecnie mocno śliski temat. Tak, wiemy o idei oddzielania dzieła od artysty, ale prawda jest taka, że zdecydowanie lepiej się to sprawdza w przypadku artystów sprzed dziesięcioleci. W przypadku JK sprawa nie tylko jest wciąż na tapecie, dotyczy tematów, które obecnie są bardzo drażliwe, to – last but not least – pokolenie Pottera jest na tyle świadome i wrażliwe na społeczne sprawy, że słowa Rowling były ciosem nie tylko w środowiska LGBQT+, ale też w miłość do sagi, która już nigdy nie będzie smakować tak samo.

JK za swoje tweety negujące transpłciowość nie tylko spotkała się z ostracyzmem fanów (czyt.: źródła przychodów), ale też branży filmowej. Jej postawę potępił The Rock i sam odtwórca głównej roli, Daniel Radcliffe, który napisał do Rowling list otwarty (można go przeczytać na stronie fundacji The Trevor Project). W obliczu tej sytuacji dziwi wyrażona przez prezesa WB chęć współpracy z autorką, szczególnie po tym, jak ta odrzuciła zaproszenie do produkowanego przez HBO „Powrotu do Hogwartu”. Możliwe, że w kulisach studia wybuchła panika po tym, jak „Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a” zarobiły zaledwie połowę z zakładanych 800 mln i pozostałe zaplanowane części usłyszały od zarządu avada kedavra.

Tryb paniki w Warner Bros zdecydowanie został włączony. Jeśli niewystarczającym dowodem na to jest skasowanie franczyzy z Newtem Scamanderem, to oświadczenie Chrisa Columbusa zdecydowanie o tym świadczy. Reżyser dwóch pierwszych części serii powiedział, że chciałby zająć się ekranizacją sztuki „Harry Potter i przeklęte dziecko”, którą w wersji książkowej znienawidziły całe pokolenia Potteromaniaków.

Plany skoncentrowania się Warner Bros. na obecnych franczyzach wyjaśniają niedawny powrót Henry’ego Cavilla jako Supermana w DCU i jego pojawienie się w „Czarnym Adamie” jako zaczyn do wielu planowanych projektów człowieka ze stali. Jak zasugerował Zaslav, ogromnie dochodowa seria z Supermanem i Harrym Potterem to torty, z których da się wykroić jeszcze więcej pieniędzy.


10 faktów, których nie wiesz o "Egzorcyście"

"Egzorcysta" z 1973 r. był pierwszym horrorem, który został nominowany do Oscara, jest też obrazem, który powszechnie uważany jest za obłożony klątwą. To pewnie wiecie, ale czy znacie te fakty?

  1. Linda Blair dostawała takie ilości pogróżek od osób, które uważały, że jej postać gloryfikuje szatana, że Warner Bros. musiało zatrudnić ochroniarzy, którzy przez pół roku od premiery filmu mieszkali z rodziną Blairów.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Space (@canalspacela)

2. Reżyser William Friedkin nie miał żadnych skrupułów jeśli chodzi o uzyskiwanie pożądanej reakcji  aktorów w „Egzorcyście”. Dla przykładu – na planie, bez ostrzeżenia, strzelał z pistoletu za plecami obsady.

3. Plan wnętrza domu MacNeila spalił się podczas kręcenia filmu. Pożar wybuchł, gdy ptak wleciał do skrzynki z obwodami. Historyk i ekspert od horrorów, Sarah Crowther, powiedziała: „To znacznie opóźniło produkcję i doprowadziło do wyczerpującego okresu zdjęciowego trwającego ponad rok”.

Sypialni Regan, w której kręcono sceny egzorcyzmów, nie objęły płomienie.

4. Zespół od efektów specjalnych „Egzorcysty” próbował użyć zupy Campbells, by stworzyć niesławną scenę wymiotów, ale – niezadowoleni z konsystencji – przerzucili się na kombinację zupy grochowej Andersona i płatków owsianych.

Mikstura była pompowana przez specjalne urządzenie stworzone przez wizażystę Dicka Smitha. Aparat był zbyt niewygodny dla Lindy Blair, która również miała awersję do warzyw, więc scena została pierwotnie nakręcona z aktorką Eileen Dietz. Friedkin zarządził powtórne nagranie z Blair naśladującą ruch wymiotów, po czym te dwie sceny zostały na siebie nałożone.

5. Mercedes McCambridge, która stworzyła unikalne wokalizacje Regan, dołożyła wszelkich starań, aby osiągnąć ten przerażający efekt. Paliła papierosa za papierosem, jadła surowe jajka i piła na potęgę. To ostatnie było szczególnie dalekim posunięciem, bo Mercedes przed pracą nad „Egzorcystą” była niepijącą alkoholiczką.

6. W 1974 roku „Egzorcysta” zadebiutował w w Wielkiej Brytanii i spotkał się z zakazem wyświetlania od kilku lokalnych władz. W 1988 roku, na mocy ustawy o nagraniach wideo, zakazano sprzedaży filmu na kasetach video i, choć dostępny na tych nośnikach już od siedmiu lat, został zdjęty z półek sklepowych. „Egzorcysta” nie został ponownie legalnie wydany w Wielkiej Brytanii aż do 1998 roku.

7. Demon Pazuzu, który jest w filmie odpowiedzialny za opętanie Regan, w mitologii nie stał po stronie zła i nie opętywał ludzi. Był za to zaciekłym obrońcą chroniącym przed atakami Lamashtu, starożytnego demona żeńskiego, który żerował na ciężarnych kobietach i próbował zabierać niemowlęta, aby się nimi pożywić.

8. Na pewno znacie scenę, w której Regan schodzi tyłem po schodach. Została ona pominięta w oryginalnym wydaniu kinowym, ponieważ przewody użyte do uzyskania efektu były widoczne na filmie. Od tego czasu zostały usunięte cyfrowo.

9. Scena przybycia księdza, która posłużyła również jako plakat do filmu, została zainspirowana serią trzech obrazów olejnych belgijskiego surrealisty René Magritte’a – Imperium światła.

10. Zamiast zbudować stanowisko archeologiczne na kalifornijskiej pustyni, William Friedkin nalegał by sceny z Iraku były filmowane na faktycznej lokacji. Tym miejscem była Hatra, a ponieważ stosunki między USA a Irakiem były wówczas bardzo trudne, sceny zostały nakręcone przez angielską ekipę, bez faktycznej obsady „Egzorcysty”. W Hatrze znajdowała się przedchrześcijańska świątynia boga słońca, która była rekonstruowana w czasie kręcenia filmu.


E.T. dzwonić do piekła

Trudno uwierzyć, że ktoś może zapłacić 3 mln USD za zniszczenie swojego dzieciństwa...

E.T. Stevena Spielberga po 40 latach nadal fantastycznie się ogląda, ale sam kosmita niestety bardzo źle się zestarzał. Naprawdę przerażający animatronik z klasycznego filmu familijnego ma trafić na aukcję w grudniu z szacowaną ceną sprzedaży do 3 milionów dolarów. Rekwizyt używany w filmie jest jednym z kilku przedmiotów, które zostaną wystawione na sprzedaż podczas wydarzenia w Beverley Hills.

Podobnie jak wiele lalek i rekwizytów używanych w filmach z lat 80. i 90., mały kosmita z biegiem czasu nie radził sobie dobrze. Jak widać na filmie, który udostępnił Darren Julien z Julien’s Auctions, E.T. stracił „skórę” i stał się czymś z naszych najgorszych koszmarów. Mimo to, jako jedno z najbardziej rozpoznawalnych stworzeń, jakie kiedykolwiek pojawiły się na ekranie, animatronik  będzie miał na grudniowej aukcji ogromną cenę.

Chociaż widok lalki nie należy do najprzyjemniejszych, idealnie pokazuje, jak wiele wysiłku zespół Spielberga włożył w opracowanie czegoś, co sprawiło, że miliony dzieciaków uwierzyły, że obserwują prawdziwego kosmitę biegającego po ekranie. Z 85 punktami ruchu, animatronik został zbudowany by stworzyć magię i trudno odmówić mu sukcesu.

Mimo że E.T. właściwie nie przypomina już siebie, to zmusza do zastanowienia nad urokiem praktycznych efektów w filmach. Kiedy patrzymy na krajobraz Mordoru we Władcy Pierścieni, realistyczne zwierzęta z przeróbek Disneya „Król lew” lub „Księga dżungli”, czy stwory, które pojawiły się w wielu horrorach, a w rzeczywistości są niczym innym jak piłeczkami do ping ponga umieszczonymi na patyku, nie można zaprzeczyć, że CGI ma swoje miejsce w czynieniu kina magicznym. Istnieje jednak mocny argument za zastosowaniem praktycznych efektów, ponieważ podczas gdy CG z lat 90. wygląda teraz na bardzo przestarzałe, wszelkie praktyczne efekty, które zostały wykonane prawidłowo i wyglądały dobrze trzy dekady temu, zwykle wyglądają tak samo dobrze i teraz.

Doskonałym tego przykładem są Gremliny, w których wykorzystano animację poklatkową i marionetki, które teraz wyglądają tak samo dobrze na ekranie, jak w 1984 roku. Jeśli macie wątpliwości, jak radzi sobie starsze CGI, porównajcie to do potworów CG z Willow z 1988 roku, czy Jaby the Hutta, który został dodany do Specjalnej Edycji Gwiezdnych Wojen.

vs.

😛


Joker pozostanie samodzielnym bytem

Wyglada na to, że wiecznie uśmiechnięty antybohater wciąż będzie tańczył samotnie.

Wczoraj fani DC zostali zaskoczeni wiadomością, że reżyser i scenarzysta Guardians of the Galaxy i Suicide Squad, James Gunn, został współprzewodniczącym DC Studios, wraz z Peterem Safranem. Oznacza to, że będą oni nadzorować następną dekadę produkcji superbohaterów i zapewnią bardzo potrzebną spójność uniwersum DC. Jednak, jak donosi Variety, ta decyzja nie zmienia statusu trwających produkcji DC, w tym nadchodzącego „Joker: Folie à Deux”.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by The Nerd Doc (@thenerddoc)

Biorąc pod uwagę, że sequel ma już zaplanowaną premierę na 24 października 2024 r. i wkrótce rozpoczyna zdjęcia, nie ma sensu wciskać tej historii do wspólnego wszechświata, zwłaszcza że poprzedni film działał jako samodzielny byt i to mu absolutnie nie zaszkodziło – wręcz przeciwnie, Joker stał się najwyżej ocenianym filmem w historii, z ponad miliardem dolarów zgarniętych na całym świecie.

Poza tym DC musi bardzo uważać łącząc bohaterów, wystarczy przywołać mariaż Batmana i Supermana, żeby sobie o tym przypomnieć. Możliwość uniknięcia podobnej zawiłości fabuły i nadmiaru wątków w kolejnych produkcjach to prawdopodobnie jeden z powodów, dla których Gunn i Safran zostali wybrani do kierowania przyszłymi projektami DC.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Dave Perez (@manofsteel272)

Kolejną postacią, której przyszłość jest niepewna, jest Batman. Historia Mrocznego Rycerza została ponownie opowiedziana postacią Roberta Pattinsona, który zapoczątkował swój własny  wszechświat. Sequel został już zapowiedziany przez Warner Bros., ale na razie nie znamy jeszcze daty premiery. Co więcej, chaos w Warner Bros. Discovery spowodowany przez decyzje, które podjęto pod przywództwem nowego dyrektora generalnego Davida Zaslava – z których najgorszą było skasowanie „Batgirl”. Zaslav wcześniej ogłosił stworzenie 10-letniego planu, który skupiał się na sprowadzeniu flagowych superbohaterów DC na duże ekrany, a Gunn z pewnością będzie kamieniem węgielnym tego projektu. Tymczasem „Black Adam” już zasygnalizował powrót Supermana, a wkrótce odkryjemy, co jeszcze uniwersum DC ma w zanadrzu, kiedy 17 marca wejdzie na ekrany „Shazam! Gniew bogów”.