Wydarzenia tygodnia (21-27.11)

Co się wydarzyło w branży filmowej w minionym tygodniu?

Antonio Banderas, wzorem Anthony’ego Hopkinsa w 1998r., planuje pojawić się na planie kolejnego Zorro po to, by przekazać pałeczkę nowemu odtwórcy legendarnej roli.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by PopBuzz (@popbuzz)

Hugh Jackman powiedział, że dostał propozycję grania Jamesa Bonda zanim otrzymał ją Daniel Craig. Aktor ponoć odrzucił propozycję bo nie chciał być zaangażowany w dwie duże franczyzy jednocześnie.

W tym tygodniu minęło równo 80 lat od premiery filmu „Casablanca”.

W wieku 63 lat zmarła Irene Cara – odtwórczyni głównych ról we „Flashdance” i „Fame” oraz zdobywczyni Oscara, Grammy i Złotego Globu.

Weird Al Yankovic zdradził, że zwrócił się do Warner Bros. z prośbą o pozwolenie na sparodiowanie Harrego Pottera, ale dostał odmowną odpowiedź. Mimo to wciąż nie traci nadzieje na spełnienie swojego marzenia o byciu chłopcem, który przeżył.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by MusiFlo (@musiflo)

Film „Luther” z Idrisem Elbą w roli głównej trafi na Netflixa już w marcu 2023 roku.

„Avatar: The Way of Water” z budżetem w okolicy 350-400 mln. dolarów jest jednym z najdroższych filmów wszechczasów.

Twórcy „Kubusia Puchatka: krew i miód” mają na tapecie kolejny tytuł, który zniszczy nasze dzieciństwo. Tym razem czworonożną maszyną śmierci będzie jelonek Bambi.

Gwiazda „Downtown Abbey” i „The Guest” Dan Stevens trafił do puli kandydatów na kolejnego agenta 007. Razem z nim w „grupie” są: Henry Cavill, Tom Hardy i Regé-Jean Page.


"Wszystko wszędzie naraz" z 24 nominacjami

Z 24 nominacjami A24 zmiażdżył tegoroczne nagrody "Film Independent Spirit Awards".

„Wszystko wszędzie naraz” w reżyserii Dana Kwana i Daniela Scheinerta jest jednocześnie najbardziej dochodowym filmem A24, z przychodami w wysokości 70 mln dolarów w USA i 103 mln na całym świecie.

W filmie Michelle Yeoh („Przyczajony tygrys, Ukryty smok”, „Bajecznie bogaci Azjaci”) wciela się we  właścicielkę pralni, Evelyn Wang, której życie zostaje wywrócone do góry nogami, gdy odkrywa, że uniwersum, o istnieniu którego nie miała pojęcia, jest zagrożony i tylko ona może go uratować. Gdy Evelyn podróżuje przez kolejne linie czasowe, jest zmuszona zmierzyć się z alternatywnymi życiami, które mogłaby wieść, gdyby dokonała innych wyborów.

Kilka głównych nominacji dla „Wszystko wszędzie naraz” obejmuje nominację dla: najlepszego  reżysera, najlepszego scenariusza, najlepszego filmu i najlepszej roli drugoplanowej. Nagrody po raz pierwszy wykorzystują również kategorie aktorskie neutralne płciowo, nominując Michelle Yeoh do nagrody za najlepszą główną rolę.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Vogue Taiwan (@voguetaiwan)

Oprócz pełnienia funkcji najważniejszej gali wręczenia nagród dla niezależnego filmu i telewizji, Film Independent Spirit Awards służą również jako coroczna impreza zbierania funduszy przez organizację. Oprócz promocji filmów niezależnych wydarzenie wspiera niezależnych filmowców tworzących oryginalne dzieła.

„Tár” również jest nominowany do nagrody dla najlepszego reżysera i najlepszy scenariusz, Cate Blanchett jest nominowana za najlepszą rolę w filmie, a Nina Hoss za najlepszą rolę drugoplanową.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by EDF (@edf331)


Ben Affleck i Matt Damon zakładają firmę produkcyjną

W przeciwieństwie do serwisów streamingowych i większości studiów, Artists Equity planuje dzielić się zarobkami ze swoimi aktorami i twórcami.

Według CBS News Ben Affleck i Matt Damon, we współpracy z RedBird Capital Partners, ogłosili start firmy produkcyjnej o nazwie Artists Equity. Damon i Affleck zostali przyjaciółmi, gdy mieli odpowiednio dziesięć i osiem lat i od tego czasu dla obu była to udana podróż. Aktorzy pracowali razem przy kilku projektach, w tym „School Ties”, „The Battle of Shaker Heights” i „Field of Dreams”.

Celem Artists Equity ma być zapewnienie twórcom treści większej motywacji finansowej do tego, by ich projekty odnosiły komercyjny sukces. Jednocześnie założyciele mówią o tym, że chcą dać twórcom niezależnych treści platformę do wyrażania siebie, co może trochę kłócić się z nagradzaniem za sukcesy komercyjne.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Kyle (@kylewatsondesign)

Takich obaw nie ma Matt Damon. Aktor wyjaśnia, że historycznie sukces filmu decydował o tym, jak ten radził sobie w box office, jednak branża filmowa zmieniła się nieodwracalnie wraz z pojawieniem się usług streamingowych. Wg aktora studio może być atrakcyjną – i nieuniknioną – opcją dla twórców, którzy martwią się, jak te fundamentalne zmiany w branży wpłyną na ich wypłaty.

Aktorzy są naprawdę zaangażowani w nowy projekt. New York Times donosi, że od teraz Damon będzie produkował wyłącznie dla Artists Equity, a w przyszłości zagra także w nieujawnionej jeszcze liczbie filmów wyprodukowanych przez studio. W ramach swojego zaangażowania na rzecz Artists Equity Ben Affleck również zadeklarował, że będzie pracował wyłącznie z AE.

Jak ma konkretnie wyglądać motywacja finansowa dla twórców związanych z Artist Equity? Oprócz minimalnej płacy związkowej partnerstwo ma na celu przyciągnięcie czołowych aktorów i twórców poprzez oferowanie dużych zysków i premii kasowych. Oferta wygląda na atrakcyjną, bo według Afflecka Artists Equity wypuści trzy projekty już w przyszłym roku i w miarę upływu czasu osiągnie cel pięciu filmów rocznie.


Wydarzenia tygodnia (14-20.11)

Co się wydarzyło w branży filmowej w minionym tygodniu?

Scenarzysta „Bruce’a Wszechmogącego” zdradził, że trzecia – nienakręcona – odsłona komedii miała mieć tytuł „Brucifer”, a Jim Carrey miał tym razem zyskać szatańskie moce.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Geekynesia (@geekynesia)

W wywiadzie dla „Times” Gary Oldman zapowiedział, że drugi sezon „Slow Horses” wyprodukowany dla Apple TV+ będzie prawdopodobnie ostatnim tytułem w jego aktorskiej karierze.

Swoją decyzję o emeryturze podtrzymuje też Quentin Tarrantino, który w niedawnym wywiadzie dla CNN potwierdził, że jego 10. film będzie ostatnim dziełem w jego reżyserskiej karierze.

Trwa produkcja „Jones’a” – filmu, który wg reżyserki, Sally El Hosaini, ma rzucić nowe światło na masakrę w Jonestown, która wydarzyła się w 1978 r.

„Pinokio” Guillerma del Toro trafi do streamingu na Netflixie 9. grudnia tego roku.

Channing Tatum zagra główną rolę w „Czerwonej koszuli” – filmie akcji w stylu Bonda, reżyserowanym przez Davida Leitcha („Deadpool 2”, „Bullet Train”).


Znowu Piła?

Jigsaw powróci w dziesiątym filmie z serii "Saw". Najnowsza osłona weszła do produkcji i zobaczymy ją w 2023 roku.

Pojawiło się nowe zdjęcie z planu filmu „Piła 10”, znanego również jako „Piła X” i potwierdza ono powrót głównej postaci. Wcześniej ujawniono, że Tobin Bell pojawi się w dziesiątym filmie jako John Kramer, czyli Jigsaw. Jak zostanie On wkomponowany w historię dopiero się okaże, bo jak wiemy  postać od dawna nie żyje we wszechświecie „Piły”.

Jeszcze nie widzieliście wszystkiego, jeśli chodzi o Tobina Bella

– powiedział w zeszłym roku reżyser „Spiral”, Darren Lynn Bousman, wspominając również o planach na stworzenie uniwersum „Piły”.

Może będzie serial telewizyjny i cała seria Marvelverse „Piły”, w której historie i postacie, mimo że umieszczone w tym samym wszechświecie, będą pokazane jako osobne wątki.

Lionsgate wcześniej ogłosiło, że „Piła 10” pojawi się w kinach w październiku 2023 roku. Wiadomość została potwierdzona przez producentów: Marka Burga i Oren Koules, którzy ujawnili również, że sequel wyreżyseruje Kevin Greutert. Wcześniej Greutert był reżyserem „Piły VI” i „Piły 3D”, a także montażystą i producentem wykonawczym Jigsaw i montażystą przy pierwszych pięciu filmach serii. Jak mówią producenci:

Słuchaliśmy tego, o co prosili fani, i ciężko pracujemy planując film, który pokochają zarówno miłośnicy „Piły”, jak i fani horrorów, a częścią tego planu jest przekazanie sterów Kevinowi Greutertowi, reżyserowi „Piły VI”, która wciąż jest jednym z ulubieńców fanów w całej serii.

„Piła X” ma wylądować na ekranach kin 23 października 2023 r.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by @jk_horrorfan


Nie będzie piratów z Margot Robbie

Czy Disney zrezygnował z odsłony "Piratów z Karaibów" z Margot Robbie, żeby zacząć prace nad szóstą częścią z Johnny Deppem?

Planowany film z franczyzy „Piratów z Karaibów” z Margot Robbie został skasowany, jak przyznała ostatnio sama aktorka. Nie jest do końca jasne, co władze Disneya mają nadzieję zrobić z serią filmów w następnej kolejności, ale z dużym prawdopodobieństwem wytwórnia zauważyła ogromne wsparcie fanów dla Johnny’ego Deppa i ich zainteresowanie powrotem aktora do serii, co mogłoby skazać odsłonę z Robbie na porażkę.

Chociaż nic nie wskazuje na to, że Depp spotkał się z Disneyem w sprawie kręcenia kolejnego filmu, to w mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo postów, w których fani spekulują, że taka sytuacja może mieć miejsce i reanimują kampanię na rzecz powrotu Kapitana Jacka Sparrowa w nowym filmie.

Nie wydaje się to akcją wymierzoną przeciwko Robbie, reakcja najprawdopodobniej byłaby taka sama, niezależnie od tego, kto miałby zagrać w reboocie. To, co zdenerwowało fanów Deppa, to sposób, w jaki aktor został zwolniony przez Disneya z powodu zarzutów, które ława przysięgłych uznała za fałszywe. W niektórych postach w sieci fani twierdzą nawet, że powitaliby Robbie w serii z otwartymi ramionami, ale tylko wtedy, gdyby Deppowy Jack Sparrow również pojawił się w filmie. Wg fanów kontynuacja serii bez tej ikony wydaje się po prostu niewłaściwa, co doskonale obrazuje spopularyzowany przez nich hashtag #NoJohnnyNoPirates.

W maju producent Jerry Bruckheimer powiedział, że rozmowy z Robbie wciąż się toczą, ale sytuacja zmieniła się wraz z wygraną przez Deppa batalią z Amber Heard i wydawało się, że pojawiły się obiecujące informacje na temat potencjalnego powrotu Jacka Sparrowa. Bruckheimer twierdził, że w pracach nad nowymi piratami były brane pod uwagę dwa różne scenariusze, w tym jeden z Margot Robbie i jeden bez. Producent nie rozwinął tematu drugiego scenariusza, mówiąc tylko, że „przyszłość nie została jeszcze rozstrzygnięta”, jeśli chodzi o możliwość powrotu postaci pewnego dnia.

Fani pragną powrotu Deppa, wytwórnia wie, że oznacza to pieniądze, więc zapewne też chciałaby zaciągnąć kapitana z powrotem na pokład. Jednak największą przeszkodą jest sam Johnny Depp, który  podczas rozprawy jasno powiedział, że po tej „zdradzie” nigdy nie wróci do serii.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Mirror Now (@mirrornow_in)

Nie wiemy czy ta kwota przekona aktora (przypomnijmy, że prawnik Deppa podczas rozprawy wspomniał o 300 mln USD), ale naprawdę mamy nadzieję, że wytwórnia ma w zapasie dodatkowe alpaki.


Wydarzenia tygodnia (7-13.11)

Co się wydarzyło w branży filmowej w minionym tygodniu?

„Black Panther: Wakanda Forever” stała się najbardziej dochodowym weekendem otwarcia w historii zarabiając 330 mln dolarów (przy budżecie 158 mln).

Chuck Wepner, bokser, który zainspirował postać Rocky’ego został uhonorowany pomnikiem w swoim rodzinnym mieście, New Jersey.

Animowany film krótkometrażowy z Baby Yodą w wykonaniu studia Ghibli zadebiutował na Disney+.

Córka Sissy Spacek, Schuyler Fisk, odrzuciła propozycję roli w reboocie Carrie z 2013 r., ponieważ rola jej matki była zagrana tak doskonale, że Fisk nie czuła, żeby mogła cokolwiek dorzucić do tej postaci.

Alec Baldwin złożył pozew przeciwko ekipie odpowiedzialnej za broń na planie filmu „Rust”, na którym aktor zabił autorkę zdjęć Halynę Hutcins.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by ABC News (@abcnews)

Lindsay Lohan i Jamie Lee Curtis stwierdziły, że gdyby taki projekt powstał, to zagrałyby w „Zakręconym piątku 2”, sequelu filmu z 2003 r.

Pierwszy pełnometrażowy, animowany film „The Last Airbender” dostał wreszcie datę premiery. Na ekranach zobaczymy go 10.10.2025 r.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Geekynesia (@geekynesia)

Michael J. Fox i Christopher Lloyd otworzyli sklep „Powrót do przyszłości” z ekskluzywnymi gadżetami dla fanów serii, w tym np. kamizelką Marty’ego, oczywiście z autografem aktora.

Powoli, ale do przodu – Francis Lawrence potwierdził, że rozpoczęły się rozmowy między reżyserem a scenarzystą „Jestem legendą 2”.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Nerd VR (@nerdvr)


10 rzeczy, których nie wiesz o "Dniu Niepodległości"

"Dzień Niepodległości" z 1996 r. to znany film z serii "kosmici zawsze atakują USA" z Willem Smithem, Jeffem Goldblumem, Billem Pullmanem i Vivicą A. Fox w rolach głównych. Jak pewnie się domyślacie Stany wygrywają, ale jest kilka rzeczy, których nie wiecie o tym kasowym hicie.

  1. Według producenta/współscenarzysty, Deana Devlina, wojsko USA wspierało film pozwalając ekipie kręcić w bazach wojskowych i pełniąc rolę konsultanta dla aktorów grających role wojskowych. Jednak po zobaczeniu w scenariuszu odniesień do Strefy 51, wycofali swoje poparcie.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by persiegirl20 (@persiegirl20)

2. Film jest rekordzistą, jeśli chodzi o użycie miniaturowych modeli. W „Dniu Niepodległości”  wykorzystano więcej miniatur niż w jakichkolwiek innych dwóch filmach (korzystających z miniaturowych modeli) razem wziętych. Ze względu na postęp technologii cyfrowej od czasu premiery tego filmu, większość ekspertów uważa, że ten rekord już na zawsze pozostanie w rękach DN.

3. Scena, w której Will Smith ciągnie nieprzytomnego kosmitę przez pustynię, została nakręcona w pobliżu Great Salt Lake w stanie Utah. Kwestii Smitha: „What he hell is that smell” (co to za cholerny smród) nie było w scenariuszu. Great Salt Lake jest domem dla maleńkich skorupiaków zwanych krewetkami solankowymi. Kiedy umierają, ich ciała opadają na dno jeziora (które nie jest zbyt głębokie) i rozkładają się. Kiedy wiatr wzmaga się w odpowiedni sposób, muł denny podnosi się, a zapach milionów gnijących krewetek solankowych jest, delikatnie mówiąc, ekstremalnie nieprzyjemny i najwyraźniej nikt nie ostrzegł Willa przed tymi doznaniami sensorycznymi.

4. Scenograf Patrick Tatopoulos przedstawił reżyserowi Rolandowi Emmerichowi dwie koncepcje kosmitów. Emmerichowi tak bardzo spodobały się oba projekty, że wpadł na pomysł wykorzystania jednego projektu jako rzeczywistego kosmity, a drugiego jako biomechanicznego kombinezonu, który kosmici mogliby nosić. W filmie pojawiają się więc obie koncepcje Tatopoulosa.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Heck Kurfminer (@bigheck88)

5. W scenie w pokoju odpraw w Strefie 51 za Hillerem i Grayem znajduje się zdjęcie bazy zrobione przy użyciu noktowizora. Jest to fotografia prawdziwej Strefy 51 wykonane przez fana teorii spiskowych, zrobiona z miejsca zwanego „Freedom Ridge”. Wzgórze zostało „zamknięte” przez rząd USA pod koniec lat 90. i nie jest już dostępne dla publiczności.

6. Mary McDonnell zaakceptowała rolę po tym, jak jej agent przedstawił projekt mówiąc po prostu: „To film o statkach kosmicznych szerokich na 15 mil”.

7. Ogromny szum, jaki film wywołał na początku 1996 roku, spowodował, że Warner Bros. przełożył premierę „Marsjanie atakują!” z lata ’96. na Boże Narodzenie tego samego roku, a Steven Spielberg (tymczasowo) odwołał swoje plany wyreżyserowania „Wojny światów” (2005).

8. Eksplozja Białego Domu (zbudowanego w skali 1/12 tylko w celu nakręcenia tej jednej sceny) była sfilmowana przez dziewięć kamer, w różnych prędkościach, z których jedna była dwunastokrotnie szybsza niż zwykle, a następnie odtwarzana z normalną prędkością tak, by eksplozja wydawała się większa i „wolniejsza” na filmie. Ta scena pojawiła się w większości zwiastunów, spotów telewizyjnych i na okładce większości wydań VHS filmu i jest powszechnie uważana za najbardziej charakterystyczne ujęcie „Dnia Niepodległości”.

9. Film został zakazany w Libanie pod presją Hezbollahu. Powodem był montaż scen, w których żołnierze izraelscy i iraccy połączyli siły podpisując się pod amerykańskim planem kontrataku na obcych. Od kilku dziesięcioleci Liban oficjalnie bojkotuje wszystko, w czym występują Izraelczycy.

10. Zdjęcia na międzynarodowym lotnisku w Los Angeles były opóźnione o kilka dni z powodu pogróżek ze strony Teda Kaczyńskiego (Unabomber).

 

View this post on Instagram

 

A post shared by ziruh (@ziruhrony)


Schwarzenegger przyznał się do wrobienia Stallone'a w klapę

Arnold w końcu potwierdził podejrzenia Sylvestra Stallone, który od lat mówił, że został wrobiony w  zaakceptowanie roli w mocno krytykowanym filmie.

W latach 80. i 90. jedna z najbardziej znaczących rywalizacji w Hollywood toczyła się między supergwiazdami kina akcji: Sylvestrem Stallone i Arnoldem Schwarzeneggerem. Po latach wyścigu o najbardziej kasowe tytuły, tytani spotkali się w końcu, by zagrać między innymi w serii „Niezniszczalni”, ale z wieloletniej walki Schwarzenegger wyniósł jedno, znaczące zwycięstwo: udało mu się nakłonić rywala do zaakceptowania roli w filmie, który z góry był uważany za porażkę.

Film, o którym mowa, to „Stój, bo mamuśka strzela”. W komedii wyreżyserowanej przez Rogera Spottiswoode, Stallone, w roli twardego gliny, występuje obok nieżyjącej już legendy „Golden Girls”, Estelle Getty, jako jego starszej matki, która okazuje się bardziej groźna w posługiwaniu się bronią palną, niż mógł się spodziewać. Film został pogrzebany pod bardzo negatywnymi recenzjami, lądując na 14% na Rotten Tomatoes. Czas też nie był zbyt łaskawy dla filmu, ponieważ dzieło to jest powszechnie uważane za jeden z najgorszych filmów Stallone.

Od lat krążyły plotki, że Stallone tak szybko zaakceptował rolę w felernej komedii po tym, jak  usłyszał, że główną rolą był zainteresowany właśnie Schwarzenegger. W wywiadzie dla THR Stallone mówił o tym, że film wypadł fatalnie bo rolę matki zagrała ukochana aktorka Hollywood, która była przesłodką osobą, a nie strzelającą heterą, jakiej potrzebowała ta koncepcja. Powtórzył również swoje przekonanie, że został oszukany, by przyjąć tę rolę i przyznał, że jedynym powodem, dla którego ją zaakceptował była nadzieja, że uprzedzi AS.

Schwarzenegger odpowiedział i potwierdził, że sfingował zainteresowanie filmem tylko po to, by wrobić Stallone’a, dodał jednak, że zdecydowanie woli obecne czasy, w których obaj są przyjaciółmi.

W tamtych czasach robiliśmy różne szalone rzeczy, aby wyprzedzić konkurencję. Na szczęście dla nas i wszystkich innych dzisiaj kibicujemy sobie nawzajem i dzięki Bogu, że tak jest, bo świat nie potrzebuje kolejnego „Stój, bo mamuśka strzela”.

Stallone i Schwarzenegger pojawili się razem w trzech filmach z serii „Niezniszczalni”, zagrali także w filmie „Escape Plan” z 2013 roku, pierwszym, w którym obaj wystąpili w głównych rolach. Poza planem również znajdują czas na spotkania, co dodatkowo potwierdza fakt, że walka tytanów naprawdę się zakończyła.


Zaslav chce więcej Pottera, ale czy chce też Rowling?

Warner Bros. planuje rozwijać istniejące już franczyzy, w tym serię z uwielbianym przez pokolenia Harrym Potterem. By to się zadziało, wytwórnia potrzebuje J.K. Rowling

Seria z Potterem zarobiła na całym świecie ponad 7 mld dolarów, więc nic dziwnego, że wytwórnia chce wycisnąć z franczyzy jak najwięcej. Oczywiście w temacie Hogwartu nic nie może się zadziać bez autorki bestsellerów, a jak wszyscy wiemy, Pani Rowling to obecnie mocno śliski temat. Tak, wiemy o idei oddzielania dzieła od artysty, ale prawda jest taka, że zdecydowanie lepiej się to sprawdza w przypadku artystów sprzed dziesięcioleci. W przypadku JK sprawa nie tylko jest wciąż na tapecie, dotyczy tematów, które obecnie są bardzo drażliwe, to – last but not least – pokolenie Pottera jest na tyle świadome i wrażliwe na społeczne sprawy, że słowa Rowling były ciosem nie tylko w środowiska LGBQT+, ale też w miłość do sagi, która już nigdy nie będzie smakować tak samo.

JK za swoje tweety negujące transpłciowość nie tylko spotkała się z ostracyzmem fanów (czyt.: źródła przychodów), ale też branży filmowej. Jej postawę potępił The Rock i sam odtwórca głównej roli, Daniel Radcliffe, który napisał do Rowling list otwarty (można go przeczytać na stronie fundacji The Trevor Project). W obliczu tej sytuacji dziwi wyrażona przez prezesa WB chęć współpracy z autorką, szczególnie po tym, jak ta odrzuciła zaproszenie do produkowanego przez HBO „Powrotu do Hogwartu”. Możliwe, że w kulisach studia wybuchła panika po tym, jak „Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore’a” zarobiły zaledwie połowę z zakładanych 800 mln i pozostałe zaplanowane części usłyszały od zarządu avada kedavra.

Tryb paniki w Warner Bros zdecydowanie został włączony. Jeśli niewystarczającym dowodem na to jest skasowanie franczyzy z Newtem Scamanderem, to oświadczenie Chrisa Columbusa zdecydowanie o tym świadczy. Reżyser dwóch pierwszych części serii powiedział, że chciałby zająć się ekranizacją sztuki „Harry Potter i przeklęte dziecko”, którą w wersji książkowej znienawidziły całe pokolenia Potteromaniaków.

Plany skoncentrowania się Warner Bros. na obecnych franczyzach wyjaśniają niedawny powrót Henry’ego Cavilla jako Supermana w DCU i jego pojawienie się w „Czarnym Adamie” jako zaczyn do wielu planowanych projektów człowieka ze stali. Jak zasugerował Zaslav, ogromnie dochodowa seria z Supermanem i Harrym Potterem to torty, z których da się wykroić jeszcze więcej pieniędzy.