Cztery filmy o Beatlesach w reżyserii Sama Mendesa już w produkcji

Sam Mendes zabiera Beatlesów na wielki ekran w czterech biografiach, z których każda będzie skupiona na jednym z członków kultowej grupy.

To pierwszy raz, kiedy Beatlesi udostępnili pełne prawa do swojego życia i muzyki na potrzeby filmu. Dwaj żyjący członkowie zespołu, Paul McCartney i Ringo Starr, oraz rodziny Johna Lennona i George’a Harrisona udzieliły tej zgody poprzez Apple Corps., wielobranżową korporację założoną przez Beatlesów w 1968 roku.

Jestem zaszczycony, że mogę opowiadać historię największego zespołu rockowego wszech czasów i podekscytowany, że mogę wyzwać pojęcie tego, co stanowi wizytę w kinie –

– powiedział Mendes w oświadczeniu.

Wiadomość została również podana na oficjalnym, instagramowym koncie Beatlesów, gdzie wielu fanów podzieliło się swoim podekscytowaniem nadchodzącymi filmami w komentarzach.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by The Beatles (@thebeatles)

Uformowana w Liverpoolu w 1960 roku, grupa The Beatles szybko stała się fenomenem kulturowym. Uznawani za najbardziej wpływowy zespół w historii muzyki, Wspaniała Czwórka łączyła różne style muzyczne i była fundamentalna w rozwijaniu kontrkultury lat 60. Beatlesi rozstali się w 1970 roku, ale jej członkowie kontynuowali karierę muzyczną.

John Lennon został tragicznie zamordowany w 1980 roku, a George Harrison zmarł w 2001 roku po walce z rakiem płuc. Grupa pojawiła się w kilku filmach, a jej sukces i współpraca zostały przedstawione w kilku dokumentach, w tym w „The Beatles: Eight Days a Week – The Touring Years” Rona Howarda i „The Beatles: Get Back” Petera Jacksona.

Mendes będzie reżyserował wszystkie cztery filmy i produkował je ze swoim partnerem z Neal Street Productions, Pippą Harris, oraz Julią Pastor, a Jeff Jones będzie producentem wykonawczym. Harris nazywa nadchodzące filmy „epickim kinowym doświadczeniem”, które wykorzysta różne perspektywy, aby „opowiedzieć jedną historię o najbardziej celebrowanym zespole wszech czasów.” Sony Pictures Entertainment będzie finansować i wydawać filmy, których premiera jest zaplanowana na 2027 rok.

Sam Mendes jest nagradzanym reżyserem, najlepiej znanym ze swojej pracy nad filmami takimi jak „American Beauty”, „Droga do zatracenia”, „Droga do szczęścia” i „1917”; był również reżyserem filmów o Jamesie Bondzie „Skyfall” i „Spectre”.

Tom Rothman, prezes i dyrektor generalny Sony Pictures Motion Picture Group, chwalił wizję Mendesa dotyczącą opowiadania historii Beatlesów:

Dzisiejsze kinowe wydarzenia muszą być kulturowo sejsmiczne. Odważny, na dużą skalę pomysł Sama jest właśnie tym, a nawet więcej. Połączenie jego czołowego zespołu filmowego, z muzyką i historiami czterech młodych ludzi, którzy zmienili świat, zachwyci publiczność na całym świecie. Jesteśmy głęboko wdzięczni wszystkim stronom i sami nie możemy się doczekać, aby złamać kilka zasad z wyjątkowo artystyczną wizją Sama.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by @elcapideasgard

Biografie przeżywają obecnie swój wielki moment – filmy takie jak „Elvis”, „Maestro”, „Oppenheimer”, „Nyad”, „The Iron Claw” i „Ferrari” spotkały się z uznaniem krytyków – a Mendes jest krytycznie uznawanym filmowcem, więc nadzieje na te cztery filmy będą niewątpliwie wysokie.

Nie ogłoszono jeszcze obsady, ale opinie na temat tego, kto powinien zagrać czterech muzyków, już zaczęły krążyć.


Nowi Pogromcy Duchów mają być przerażający

Chociaż "Pogromcy Duchów: Zimowe Imperium" będzie charakteryzować się typowym dla serii humorem, fani powinni przygotować się na kilka prawdziwie przerażających momentów.

„Pogromcy Duchów: Zimowe Imperium” szykuje się, by podtrzymać sukces „Pogromców Duchów: Dziedzictwa” z 2021 roku, przedstawiając zupełnie nową przygodę, w której oryginalna drużyna – Peter Venkman, Ray Stantz i Winston Zeddemore – powróci do akcji, stając do walki z nową falą upiornych zjaw i duchów. Z premierą filmu zaplanowaną na przyszły miesiąc, reżyser Gil Kenan obiecuje, że najnowsza odsłona serii będzie zarówno zabawna, jak i zdecydowanie przerażająca, podobnie jak oryginał z 1984 roku.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Aguirre Mikael (@orioto)

Po ciepłym przyjęciu „Dziedzictwa”, nowa część nie tylko ponownie łączy w sobie ukochanych oryginalnych członków obsady – Billa Murraya, Dana Aykroyda i Erniego Hudsona – z nowymi twarzami z poprzedniego filmu, w tym Paula Rudda, Carrie Coon, Finna Wolfharda i Mckennę Grace, ale także wprowadza mrożące krew w żyłach nowe zagrożenie dla Nowego Jorku, trafnie nazwane „mrozem śmierci”, a wraz z nim nowy czarny charakter – Garrakę.

Podczas rozmowy z magazynem SFX, Gil Kenan podkreślił, że w najnowszej odsłonie „Pogromców Duchów” dokonano świadomego wyboru, aby wpleść w fabułę nieoczekiwane momenty przerażenia, które są kluczowym elementem dziedzictwa serii. Reżyser zaznaczył, że mimo iż humor w filmie pozostaje w równowadze z mroczniejszymi scenami, to właśnie zręczne balansowanie między nimi odgrywa kluczową rolę w sukcesie produkcji:

Zdecydowałem się na stworzenie straszniejszej wersji 'Pogromców Duchów’. Uważam, że film ten będzie postrzegany jako zarówno przerażający, jak i zabawny. Sekretem jest to, że im bardziej przerażająca scena, tym śmieszniejszy okazuje się być następujący po niej żart. To właśnie w ten sposób ton filmu oscyluje. Precyzyjne dostosowanie poziomu strachu jest dla mnie sposobem na to, aby humor był jeszcze bardziej wyrazisty.

Zwiastuny „Pogromców Duchów: Zimowe Imperium” umiejętnie prezentują mieszankę komedii i horroru, serwując widzom zarówno lodowato przerażające sceny, jak i charakterystyczne, krótkie dowcipy w wykonaniu Billa Murraya w roli Venkmana. Ta umiejętność równoważenia napięcia i humoru to fundament serii od jej spektakularnych początków z 1984 roku, gdzie każda nowa część z łatwością łączyła paranormalne przygody z niezapomnianymi żartami i slapstickową komedią. „Pogromcy Duchów: Dziedzictwo” silnie opierało się na nostalgii i emocjach, zwłaszcza w kulminacyjnych momentach, a „Zimowe Imperium” zdaje się kontynuować tradycję odwołań do oryginału z uśmiechem, wprowadzając jednocześnie nowego antagonistę i wątki nawiązujące do animowanego serialu „The Real Ghostbusters”.

„Pogromcy Duchów: Zimowe Imperium” ma otrzymać klasyfikację PG-13, sugerując, że przerażające momenty nie będą zbyt intensywne dla młodszych fanów serii, mimo że mogą przyczynić się do kilku niespokojnych nocy. Niemniej jednak, budowanie napięcia w połączeniu z humorystycznym odreagowaniem to specjalność serii, więc liczymy na rozrywkę w starym, dobrym stylu.


Oscarowi zwycięzcy i przegrani

Tegoroczna ceremonia wręczenia Oscarów zbliża się coraz większymi krokami. W wyścigu o najlepszy film nie bierze się jeńców, a historia tego prestiżowego wydarzenia pełna jest kontrowersyjnych decyzji. Dziś przyjrzymy się kilku zaskakującym wyborom, które wywołały burze emocji wśród krytyków i miłośników kina.

A jak będzie w tym roku? Przekonamy się już 10 marca. O miano najlepszego filmu zawalczą tym razem „American Fiction”, „Anatomia upadku”, „Barbie”, „Przesilenie zimowe”, „Czas krwawego księżyca”, „Maestro”, „Oppenheimer”, „Poprzednie życie”, „Biedne istoty” oraz  „Strefa interesów”

Zielona dolina vs. Obywatel Kane

„Obywatel Kane” traktowany jest dziś jako synonim filmowego arcydzieła, ale w 1942 r. udało mu się zdobyć tylko jednego Oscara – za najlepszy scenariusz oryginalny. Pomimo powszechnego uznania za innowacyjne podejście do kinematografii i narracji filmowej, opus magnum Orsona Wellesa nie zdobyło więcej statuetek i przegrało w kategorii najlepszego filmu z „Zieloną Doliną” – familijnym dramatem Johna Forda. Ten ostatni zgarnął łącznie 5 Oscarów.

2001: Odyseja Kosmiczna vs. Oliver!

„2001: Odyseja Kosmiczna” to bezsprzecznie jedno z najważniejszych i najbardziej wpływowych dzieł w historii kina. W 1969 roku tradycyjne gusta Akademii nie były jednak gotowe na wizualne i narracyjne nowatorstwo Stanleya Kubricka. Głęboko filozoficzna i symboliczna natura filmu przegrała ze znacznie bezpieczniejszym musicalem opartym na klasycznej powieści Karola Dickensa. „Oliver!” (reż. Carol Reed) zdobył tytuł najlepszego filmu oraz cztery dodatkowe statuetki za najlepszą reżyserię, muzykę, scenografię oraz dźwięk. Stanleyowi Kubrickowi musiał wystarczyć Oscar za najlepsze efekty specjalne.

Rocky vs. Taksówkarz

Choć „Rocky” Sylvestra Stallone zdobył w 1977 r. Oscara za najlepszy film, wielu uważa, że „Taksówkarz” w reżyserii Martina Scorsese był obrazem bardziej innowacyjnym i o nieporównywalnie większym znaczeniu artystycznym. Z całym szacunkiem dla „Włoskiego Ogiera”, ciężko się z tym nie zgodzić. Ostatecznie Taksówkarz zakończył wyścig o Oscary z czterema nominacjami („Najlepszy film”, „Najlepszy aktor pierwszoplanowy”, „Najlepsza aktorka drugoplanowa”, „Najlepsza muzyka oryginalna”), a siedmiokrotnie nominowany Rocky zgarnął łącznie trzy statuetki (pozostałe dwie to „Najlepszy reżyser” oraz „Najlepszy montaż”).

Zakochany Szekspir vs. Szeregowiec Ryan

W 1999 roku zwyciężyła miłość i pewnie byłby to powód do radości, gdyby nie to, że wojnę reprezentował genialny „Szeregowiec Ryan” (oraz niewiele mu ustępująca „Cienka czerwona linia”). Wygrana „Zakochana Szekspira” w kategorii najlepszego filmu była jednym z ogromnych zaskoczeń 1999 roku i zapisała się w historii Akademii jako jedna z najbardziej niezasłużonych. Lekka i sympatyczna komedia kostiumowa zdobyła łącznie aż siedem Oscarów, w tym także za najlepszy scenariusz. Jako przyczynę porażki „Szeregowca Ryana” często wskazuje się, że film Spielberga padł ofiarą intensywnej i nie do końca czystej kampanii marketingowej, która skutecznie wpłynęła na wyniki głosowania.

Miasto Gniewu vs. Brokeback Mountain

Wygrana “Miasta Gniewu” jako najlepszego filmu na ceremonii wręczenia Oscarów w 2006 roku była uznawana za jedną z najbardziej kontrowersyjnych decyzji w historii tej nagrody. Obraz Paula Haggisa pokazuje złożone relacje rasowe w Los Angeles, ale jednocześnie był krytykowany za to, że robi to w sposób mało subtelny i często mocno uproszczony. W wyścigu o tytuł najlepszego filmu „Miasto Gniewu” pokonało m.in. „Brokeback Mountain” – faworyta publiczności i krytyków. Grono przegranych uzupełnili: „Monachium”, „Good Night, and Good Luck” oraz „Capote”

Jak zostać królem vs. The Social Network

W 2011 roku „The Social Network” Davida Finchera uchodziło za mocnego faworyta, ale to właśnie „Jak zostać królem” podbiło serca członków Akademii i zgarnęło najważniejszego Oscara. Historyczny film o królu Jerzym VI i jego wysiłkach w pokonaniu trudności związanych z mówieniem jest obrazem udanym i powszechnie cenionym. Wiele osób nie zgadzało się jednak z tym, że zasługuje on na aż tak duże wyróżnienie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wpływ, jaki „The Social Network” wywarło na kulturę i społeczeństwo. Film Toma Hoopera zgarnął łącznie cztery Oscary (pozostałe kategorie to „Najlepszy aktor pierwszoplanowy”, „Najlepszy reżyser” oraz „Najlepszy scenariusz oryginalny”). „The Social Network” musiało zadowolić się nagrodami za najlepszy scenariusz adaptowany, muzykę i montaż.


Co zwiastuje Super Bowl?

Super Bowl to nie tylko emocjonujące (chociaż głównie dla Amerykanów) starcie drużyn sportowych, ale również ważny punkt w kalendarzu miłośników kina. Jak co roku wydarzenie stało się areną, na której studia filmowe prezentują ekskluzywne zwiastuny, podsycając apetyt kinomanów na kolejne hity. Wybraliśmy dla Was najciekawsze z nich.

Deadpool 3

Po „Loganie” z 2017 r. Hugh Jackman postawił sprawę jasno – nigdy więcej nie wcieli się w Wolverine’a. Jak wiadomo, słowa jednak nie dotrzymał, dając fanom nadzieję na powrót jednej z najbardziej lubianych postaci Marvela. I to nie byle jaki, bo w towarzystwie cieszącego się nie mniejszą estymą Deadpoola. Dzięki Super Bowl możemy zobaczyć pierwszą, blisko 2,5-minutową zapowiedź nadchodzącego filmu. Obraz w kategorii wiekowej R ma trafić do amerykańskich kin 26 lipca 2024 roku, a jego oficjalny tytuł to „Deadpool & Wolverine”.

A Quiet Place: Day One

Na tegorocznym Super Bowl nie zabrakło też kolejnej odsłony „Cichego Miejsca”. Trzeci film z popularnej serii będzie prequelem skupiającym się na samym początku wyniszczającej świat inwazji tajemniczych stworzeń. W filmie występują m.in. Joseph Quinn, Lupita Nyong’o, Djimon Hounsou i Alex Wolff.  John Krasinski ograniczył się tym razem do roli producenta i współscenarzysty, a za kamerą stanął Michael Sarnoski. Reżyser nie ma jeszcze na swoim koncie wielkiego dorobku, ale to właśnie on nakręcił docenioną przez krytyków „Świnię”, przywracając należny szacunek Nicholasowi Cage’owi. Premierę „A Quiet Place: Day One” zaplanowano na czerwiec 2024 roku.

Twisters

Od premiery „Twistera” z Billem Paxtonem i Helen Hunt minęło już blisko 30 lat. Wprawdzie moda na kino katastroficzne przeminęła z wiatrem, ale trzeba przyznać, że trailer sequela prezentuje się co najmniej widowiskowo. Pierwsza część zarobiła na całym świecie blisko pół miliarda dolarów i stała się jednym z najbardziej kasowych obrazów 1996 r. Zdania o jego artystycznej wartości były jednak podzielone. Film zdobył dwie nominacje do Oscara (za najlepsze efekty specjalne i dźwięk), ale zgarnął też Złotą Malinę jako „najgorszy film, który zarobił ponad 100 mln dolarów”. O tym, jak poradzi sobie sequel będzie można przekonać się już w lipcu. Jedno jest pewne – twórcom udało się zebrać solidną ekipę. W głównych rolach występują Glen Powell i Daisy Edgar-Jones, a za kamerą stanął Lee Isaac Chung („Minari”). Scenariusz wyszedł natomiast spod pióra Marka L. Smitha („Zjawa”).

IF

John Krasiński nie wyreżyserował kolejnej odsłony „Cichego Miejsca”, bo najwyraźniej był zajęty kręceniem „IF”, którego pierwszą zapowiedź mogliśmy zobaczyć właśnie na Super Bowl. Tym razem twórca uderza w zdecydowanie lżejsze tony. Otrzymamy kino familijne opowiadające o perypetiach dziewczynki, która odkrywa, że widzi wyimaginowanych przyjaciół innych osób. W filmie występują m.in. Ryan Reynolds, Steve Carell, Cailey Fleming, Fiona Shaw i Phoebe Waller-Bridge. Premiera została zaplanowana na 17 maja 2024 roku.

Wicked

Kinowa wersja bijącego rekordy popularności broadwayowskiego musicalu, który opowiada o czarownicach z Krainy OZ. Sama historia jest natomiast oparta na motywach powieści „Wicked: Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu”, którą napisał Gregory Maguire. Już teraz wiadomo, że film zostanie wydany w dwóch częściach, a pierwszą z nich będzie można zobaczyć 27 listopada 2024 roku. Za reżyserię odpowiada Jon M. Chu, mający na swoim koncie m.in. „Bajecznie bogatych Azjatów”. W rolach głównych występują Ariana Grande (jako Glinda) oraz Cynthia Erivo (jako Elphaba). Partnerują im. Michelle Yeoh, Jeff Goldblum, Ethan Slater oraz Jonathan Bailey.


Rogue Trooper od Duncana Jonesa

„Rogue Trooper” to nadchodząca produkcja reżysera Duncana Jonesa, oparta na popularnym brytyjskim komiksie, który zadebiutował w 1981 r. Film jest animacją zrealizowaną w całości na silniku Unreal Engine 5, wykorzystywanym przede wszystkim w grach video.

W Polsce „Rogue Trooper” nie jest zbyt dobrze znany, ale w świecie komiksowych pasjonatów to ceniona i kultowa marka. Uniwersum stworzone przez pisarza Gerry’ego Finleya-Day’a i artystę Dave’a Gibbonsa opowiada historię zmodyfikowanego genetycznie żołnierza o niebieskiej skórze, uwikłanego w wojenny konflikt pomiędzy dwiema frakcjami,   i Southers. Kiedy jego oddział zostaje całkowicie zniszczony w zdradzieckiej masakrze, Rogue poprzysięga zemstę. Jak się okazuje, w jej realizacji pomagają mu polegli kompani. Ich umysły przechowywane są w specjalnych biochipach, które zostały umieszczone w plecaku, broni i hełmie bohatera. Sam Duncan Jones opisuje scenariusz filmu jako połączenie „Strażników Galaktyki” oraz „The Raid”, co zwiastuje mnóstwo dynamicznej akcji i zadziornych, okraszonych humorem dialogów.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Rebellion (@rebelliondevelopments)

Tym, co na pewno wyróżnia „Rogue Troopera” na tle innych akcyjniaków science-fiction są aspekty techniczne. Duncan Jones sięgnął po silnik Unreal Engine 5 (UE5), który powstał przede wszystkim z myślą o nowoczesnych grach video. Wykorzystują go takie produkcje, jak „Fortnite”, „Lords of the Fallen” czy powstający „Wiedźmin 4”. UE5 Bywa też stosowany w produkcji filmowej i telewizyjnej, ale zazwyczaj jako narzędzie pomocnicze, m.in. do tworzenia efektów specjalnych i wirtualnych scenerii. Tutaj natomiast odgrywa pierwsze skrzypce. Za ożywienie wizji Duncana Jonesa odpowiada studio Treehouse Digital. Jego przedstawiciel, Stuart Fenegan, podkreślił, że wykorzystanie UE5 pozwoliło na osiągnięcie bardzo wysokiego standardu animacji, nawet przy budżecie filmu niezależnego. „Rogue Trooper” jest tym samym pionierskim projektem, który pozwala na rozwinięcie nowego procesu twórczego w zakresie niezależnej produkcji filmów CGI.

„Rogue Trooper” jest wygenerowaną komputerowo animacją, ale nie oznacza to, że w filmie nie znalazło się miejsce dla interesującej obsady. W głównego bohatera wciela się znany z „Dunkierki” i serialu „1899” Aneurin Barnard. Partnerują mu m.in. Sean Bean, Hayley Atwell, Asa Butterfield, Jack Lowden, Daryl McCormack oraz Jemaine Clement.

Warto podkreślić, że nie jest to pierwsze spotkanie „Rogue Troopera” z komputerami. W 2006 r. światło dzienne ujrzała trzecioosobowa strzelanka o tym samym tytule, a w 2017 jej odświeżona wersja, czyli „Rogue Trooper Redux”. Chociaż żadnej  z tych produkcji nie udało się podbić świata gier, to jednak obie zyskały grono wiernych fanów.

Obecnie film znajduje się na etapie postprodukcji, a data jego premiery nie została jeszcze ogłoszona. Ostatnim obrazem nakręconym przez Duncana Jonesa jest raczej chłodno przyjęte „Bez słowa” z 2018 roku. Jak dotąd największym artystycznym osiągnięciem reżysera pozostaje debiut z 2006 roku, czyli „Moon” z Samem Rockwellem w roli głównej.


Rozmowa po nowemu

Jedno z największych dzieł Francisa Forda Coppoli doczeka się nowej wersji. Nie będzie to jednak kolejny z klasycznych remake’ów, do których w ostatnich latach przyzwyczaiło nas Hollywood. Tym razem historia zostanie opowiedziana w formie limitowanego serialu telewizyjnego.

„Rozmowa” („The Conversation”) to thriller psychologiczny z 1974 roku w reżyserii Francisa Forda Coppoli, a zarazem jeden z wielkich klasyków amerykańskiego kina. Fabuła filmu skupia się wokół postaci Harry’ego Caula, wybitnego specjalisty od inwigilacji i podsłuchów, który sam obsesyjnie strzeże swojej prywatności. Jego najnowsze zlecenie dotyczy śledzenia konwersacji pary młodych ludzi, której treść zdaje się mieć wpływ na ich życie. W miarę zgłębiania zawartości nagrania, Caul nabiera coraz większych wątpliwości i zaczyna odczuwać moralny konflikt związany z potencjalnymi konsekwencjami dla bohaterów podsłuchiwanej rozmowy.

Nadchodzący remake najprawdopodobniej przyjmie postać limitowanego serialu telewizyjnego, a odpowiadało za niego będzie studio MRC, spod którego skrzydeł wyszły m.in. „Ozark” i „House of Cards”. W produkcję zaangażowane jest też American Zoetrope, czyli wytwórnia założona w 1969 r. przez samego Francisa Forda Coppolę i George’a Lucasa. Stanowisko showrunnera powierzono Erin Levy („Mad Men”, „Mindhunter”), a funkcję scenarzysty i reżysera objął  J.C. Chandor – twórca nadchodzącego „Kravena Łowcy” oraz takich filmów, jak „Chciwość”, „Rok przemocy” czy „Wszystko stracone”.

Główną bohaterką nowej wersji „Rozmowy” ma być wiodąca samotniczy tryb życia specjalistka od inwigilacji i technofobka, która zostaje uwikłana w korporacyjny spisek szpiegowski. Obsada pozostaje na razie w sferze plotek, ale najczęściej wspomina się o tym, że w serialu wystąpi Aubrey Plaza. Aktorka zyskała rozpoznawalność za sprawą roli w komediowym „Parks & Recreation”, gdzie do perfekcji doprowadziła żarty wygłaszane ze śmiertelną powagą (noszące w języku angielskim nazwę stylu „deadpan”).  Chociaż to właśnie z nich jest najlepiej znana, to w ostatnich latach z powodzeniem zaangażowała się w wiele produkcji o bardziej dramatycznym zabarwieniu, jak „Biały Lotos”, „Na złej drodze” czy „Ingrid wyrusza na zachód”.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez aubrey plaza (@plazadeaubrey)

Oryginalna „Rozmowa” zdobyła uznanie zarówno wśród krytyków, jak i widzów. Film został uhonorowany Złotą Palmą na 27. MFF w Cannes oraz otrzymał trzy nominacje do Oscara (w kategoriach „Najlepszy film”, „Najlepszy scenariusz oryginalny” oraz „Najlepszy dźwięk”). Rola Harry’ego Caula powszechnie uznawana jest też za jedną z najwybitniejszych w długoletniej karierze Gene’a Hackmana.

Film doskonale przeszedł próbę czasu i ma dziś status dzieła kultowego, które zdobyło uznanie w chwili premiery, jak i skutecznie utrzymało je w późniejszych latach. „Rozmowa” jest często analizowana i cytowana w kontekście historii kina, szczególnie na polu thrillerów psychologicznych. Doceniana jest nie tylko jej intrygująca fabuła, ale także jego głęboka tematyka, dotykająca takich spraw jak prywatność, etyka czy konsekwencje działań.


W krainie zwiastunów - nowe zapowiedzi

Rok 2024 nadal zaskakuje i nieustannie raczy nas zapowiedziami nowych produkcji. Oto kilka świeżych zwiastunów, które zdecydowanie warto mieć na kinowym celowniku w nadchodzących miesiącach.

The Ministry of Ungentlemanly Warfare

Guy Ritchie nie zwalnia tempa i już w kwietniu do kin trafi jego nowy film szpiegowski. Przedstawiona w nim historia oparta jest na książce o tym samym tytule autorstwa byłego reportera wojennego, Damiena Lewisa. Film opowiada o tajnej brytyjskiej jednostce z czasów II wojny światowej, która prowadziła niekonwencjonalne działania przeciwko nazistom, zmieniając bieg wojny i dając początek współczesnym operacjom specjalnym. A wszystko to w charakterystycznym dla Guy’a Ritchiego stylu, pełnym nietuzinkowych postaci, czarnego humoru i przerysowanej przemocy. W roli głównej wystąpi Henry Cavill, który współpracował już z reżyserem przy „Kryptonim U.N.C.L.E.” z 2015 roku. Partnerują mu m.in. Eiza González, Alan Ritchson i Cary Elwes.

Sleeping Dogs

Russell Crowe wciela się w byłego detektywa wydziału zabójstw, który po poddaniu się eksperymentalnemu leczeniu na Alzheimera wraca do nierozwiązanej sprawy morderstwa sprzed lat. Film jest adaptacją powieści rumuńskiego pisarza E. O. Chirovici, która została wydana także w Polsce, pod tytułem „Księga luster”. Nadchodzący thriller jest debiutem reżyserskim Adama Coopera, znanego dotychczas jako scenarzysta takich filmów, jak „Exodus: Bogowie i królowie”, „Wierna” czy „Assassin’s Creed”. Jak widać aktorska emerytura, którą jeszcze niedawno straszył Russell Crowe, nieco się oddaliła. Aktualnie na premierę czeka jeszcze co najmniej pięć filmów z jego udziałem.

Road House

Remake „Wykidajło”, czyli jednego z najbardziej znanych filmów lat 80-tych, w którym Patrick Swayze udowodnił, że wykręcanie piruetów na parkiecie to nie jedyne, co potrafi. Okazało się, że równie dobrze radził sobie z rękami pijanych imprezowiczów w szemranym klubie nocnym. Tym razem w rolę nieustraszonego bramkarza Daltona wciela się Jake Gyllenhaal, któremu dodano background w postaci zakończonej kariery zawodnika UFC. Z pewnością otrzymamy obraz utrzymany w mroczniejszym tonie niż oryginał, który dzięki swej niezamierzonej kiczowatości często uznawany jest za jeden z najlepszych złych filmów lat 80-tych. Film reżyseruje znany m.in. Z „Na skraju jutra” Doug Liman, a na ekranie zobaczymy także jednego z najpopularniejszych zawodników mieszanych sztuk walki, Connora McGregora.

Monkey Man

Pełnometrażowy debiut reżyserski Deva Patela, znanego dotychczas przede wszystkim z aktorskich występów w takich filmach jak „Slumdog. Milioner z ulicy” czy „Zielony Rycerz”. Patel nie tylko zasiada na stołku reżysera, ale wciela się też w główną rolę Kida – mężczyzny pochłoniętego żądzą zemsty na zabójcach swojej matki. Mająca zadebiutować w kwietniu produkcja to pełnokrwiste, brutalne kino akcji, pełne spektakularnych walk i pościgów w klimatach zbliżonych do serii o Johnie Wicku. Wśród producentów filmu znalazł się Jordan Peele, uznany twórca horrorów „Uciekaj!”, „To my” i „Nie!”

Pierwotnie film miał trafić bezpośrednio do streamingu, ale dobre przyjęcie podczas pokazów testowych skłoniło wytwórnię do zapewnienia mu szerokiej premiery kinowej. A jeśli wydaje Wam się, że Dev Patel średnio pasuje do roli rozdającego kopniaki twardziela, to warto wspomnieć, że od 10 roku życia trenuje Taekwondo, a w wieku 16 lat zdobył czarny pas.

Niepokalana

Opowieść o głęboko wierzącej amerykańskiej zakonnicy (Sydney Sweeney), która trafia do klasztoru na malowniczej włoskiej prowincji. Ciepłe powitanie Cecilii szybko przeradza się w koszmar, gdy okazuje się, że jej nowy, pozornie idealny dom skrywa złowrogą tajemnicę. Za reżyserię nadchodzącego horroru odpowiada Michael Mohan, który wcześniej współpracował z Sydney Sweeney na planie thrillera „Kiedy nikt nie patrzy”. Światową premierę filmu zaplanowano na 24 marca, a do polskich kin film ma trafić 26 kwietnia.


Film o początkach Saturday Night Live z obsadą

Cory Michael Smith zagra Chevy Chase'a w filmie Jasona Reitmana o SNL z 1975 roku. Do obsady filmu dołączają także Dylan O'Brien, Matt Wood i Lamorne Morris w rolach Dana Aykroyda, Johna Belushiego i Garretta Morrisa.

Jason Reitman („Ghostbusters: Afterlife”) wkracza w świat telewizji z nowym projektem: filmem o początkach kultowego programu 'Saturday Night Live’ z 1975 roku. Film, który na nowo ożywi atmosferę pierwszego sezonu SNL, zaskakuje obsadą wcielającą się w ikoniczne postacie show.

W centrum uwagi znajduje się Chevy Chase, którego zagra Cory Michael Smith. Chase, mimo że pozostał w SNL tylko nieco ponad rok, zyskał status wybitnej gwiazdy programu. Wokół jego postaci kręcić się będzie wiele wątków filmu, co podkreśla wyjątkowość jego roli w historii SNL.

Do obsady dołączają także Dylan O’Brien jako Dan Aykroyd, Matt Wood w roli Johna Belushiego i Lamorne Morris jako Garrett Morris. W ten sposób Reitman skupia się na prezentacji „Graczy Niegotowych na Czas Antenowy” – grupy, która nadała SNL niepowtarzalny charakter.

Reitman, który oprócz reżyserii odpowiada także za scenariusz filmu razem z Gilem Kenanem, skupia się na ukazaniu kuluarów pierwszego sezonu. Ich praca opiera się na wywiadach z obsadą i ekipą SNL, co obiecuje głęboki wgląd w historię programu.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by 80s movies (@1980smovies)

W filmie nie zabraknie również innych znaczących postaci z pierwszego sezonu SNL. W role Jane Curtain, Laraine Newman i Gildy Radner wcielą się Kim Matula, Emily Farin i Ella Hunt. Warto zwrócić uwagę, że film nie ogranicza się tylko do aktorów przed kamerą, ale także przedstawia kluczowe postacie zza kulis – Dicka Ebersola, ówczesnego Dyrektora Programowego NBC, zagra Cooper Hoffman, a Rosie Shuster, znaczącą scenarzystkę programu, przedstawi Rachel Sennott.

Rzut oka na historię SNL nie byłby pełny bez wspomnienia o rywalizacji między Chevy Chase’em a Billem Murrayem, który dołączył do obsady po odejściu Chase’a. Ten ciekawy element historii SNL zostanie prawdopodobnie uchwycony w filmie, podobnie jak ich słynna bójka – temat, który Chase sam poruszał w wywiadzie dla The Howard Stern Show.

Jak na razie, data premiery filmu 'SNL z 1975 roku’ pozostaje nieznana, ale już teraz film budzi ogromne zainteresowanie zarówno wśród fanów SNL, jak i miłośników kina.


Czy będzie trzeci Top Gun?

Reżyser Joseph Kosinski przyznaje, że rozważa powrót Mavericka.

Reżyser „Mavericka”, wypowiedział się niedawno na temat potencjalnej trzeciej części „Top Gun”, podczas swojego udziału w podcaście „Happy Sad Confused”. Kosinski przyznaje, że pomysł kolejnej części filmu pojawił się w jego głowie, ale powrót na plan z Tomem Cruisem jest uzależniony od porywającej historii, która nie tylko usprawiedliwi powrót Pete’a „Mavericka” Mitchella, ale także wyniesie sagę na niespotykane dotąd poziomy:

Oczywiście nie można się powstrzymać od myślenia: jeśli miałby powstać kolejny TG, jaka byłaby jego historia? Jak możemy to zrobić – jaki jest emocjonalny powód, by sprowadzić z powrotem Mavericka? Jakie wyzwanie przed nim postawimy? Sequel już powstał, ale jak możemy pójść dalej? Prawda jest taka, że na „Mavericka” czekaliśmy 36 lat, z kolejnym filmem może być podobnie.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Top Gun Fans (@topgunclassics)

Kosinski rozmyśla nad Maverickiem, jednak jego aktualne zainteresowania sięgają daleko poza granice „Top Gun”. Pracując nad filmem o tematyce Formuły 1 i nad innymi projektami, Kosinski, wraz z Tomem Cruise’em, stawiają czoła nowym wyzwaniom w zupełnie nowych, nawet kosmicznych przestrzeniach, stawiając na ambitne i różnorodne projekty.

Jednak potencjał „Top Gun 3” (i sukces sequela) sprawiają, że trudno jest oprzeć się pokusie nakręcenia kolejnej części. Oczekuje się, że Tom Cruise ponownie wcieli się w swoją legendarną rolę, a współgwiazdy „Mavericka”, Miles Teller i Glen Powell, też chętnie wskoczyłyby na pokład, co stwarza podstawy do kolejnego kinowego spektaklu. Ehren Kruger, współscenarzysta „Mavericka”, podobno tworzy nowy scenariusz, z potężnymi producentami, Jerzym Bruckheimerem i Davidem Ellisonem, kierującymi projektem. Pytanie, jak trafnie stwierdza Kosinski, brzmi, czy znajdzie się fabuła na tyle porywająca, aby ponownie odpalić silniki Mavericka.

Tom Cruise może już wytyczać kurs na „Top Gun 3”

W szerszej perspektywie, niedawne partnerstwo Toma Cruise’a z Warner Bros. Discovery również sprzyja temu projektowi. Ta współpraca, mająca na celu tworzenie zarówno oryginalnych filmów, jak i kontynuacji, może wpłynąć na harmonogram i charakter „Top Gun 3”, szczególnie biorąc pod uwagę napięty grafik Cruise’a i dynamiczny krajobraz branży filmowej.

Spuścizna „Top Gun” jest ceniona, a jej przyszłość, choć niepewna, jest przedmiotem ogromnej pasji i spekulacji. Fani mogą przeżywać okres oczekiwania i niepewności, ale mają nadzieję na kolejny rozdział ich ukochanej sagi. Gdy branża i jej giganci wytyczają swoje kursy, niebo jest gotowe na kolejną wielką przygodę – kiedykolwiek ona nadejdzie.


Superman w domenie publicznej a przyszłość DCU

James Gunn stanowczo zaprzeczył, jakoby status praw autorskich Supermana miał wpływ na produkcję filmu "Superman: Legacy", czy na włączenie do niego grupy The Authority.

Według Gunna takie twierdzenia są bezpodstawne i negują kreatywny wkład w film i jego artystyczną wizję. „Superman: Legacy”, uznawany za kluczowy element DCU, wzbudza ciekawość i ekscytację od momentu jego ogłoszenia. Gunn, aktywnie korzystający z mediów społecznościowych, regularnie dzieli się szczegółami swoich produkcji i zapewnia, że fabuła „Superman: Legacy” potwierdza jego oddanie tradycji Supermana.

Wprowadzenie Maríi Gabrieli de Faríi jako The Engineer szczególnie urzekło fanów. Jej postać została płynnie włączona do „The Authority”, grupy, która ma zaznaczyć swoje miejsce w DCU. Gunn, znany z tego, że potrafi z postaci wydobyć więcej niż tylko uśmiech, zapewnia, że każda nowa postać wzbogaca fabułę filmu, co jest dobrą wiadomością dla wszystkich, którzy martwili się, że to będzie kolejny film, gdzie superbohaterowie tylko latają i walczą.

Chociaż pełne szczegóły fabuły „Superman: Legacy” są pilniej strzeżone niż przepis na sos barbecue z KFC, włączenie do obsady Faríi wprowadza postać potężnego, ale nie dominującego przeciwnika i tworzy obraz, w którym sojusze są skomplikowane, a moralność nie jest czarno-biała. Dzięki temu ma powstać film, który nie tylko bawi, ale także zachęca do refleksji i angażowania się w głębokie moralne pytania, będące kluczowe dla mitologii superbohaterów.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by Javier De Mingo (@total_moviegoer)

„Superman: Legacy” Jamesa Gunna tworzy nowy rozdział w mitologii superbohaterów

Im więcej aspektów „Superman: Legacy” zostaje ujawnionych, tym bardziej gorącym tematem dyskusji i oczekiwań staje się zaangażowanie innych członków Authority w uniwersum filmu. Potwierdzona rola de Faríi, wraz z plotkami o postaciach takich jak Jack Hawksmoor dołączających do ekipy, podkreśla ambicje Gunna, by stworzyć obszerne i złożone uniwersum DCU.

Podczas gdy publiczność z niecierpliwością czeka na dalsze szczegóły, jedno jest pewne: „Superman: Legacy” będzie łączył artystyczną pomysłowość z szacunkiem dla rzemiosła narracyjnego, tworząc kolejny rozdział ogromnej spuścizny, jaką jest opowieść o Supermanie. Czyli, krótko mówiąc, szykujcie popcorn, bo będzie się działo!