Kadr z oficjalnego zwiastuna filmu „The Doors”

W wieku 65 lat zmarł Val Kilmer. Najbardziej znany z mistrzowskiego przedstawienia postaci Jima Morrisona aktor przegrał walkę z zapaleniem płuc.

Val Edward Kilmer urodził się 31 grudnia 1959 roku w Los Angeles. Jako syn Eugene’a Kilmera, przedsiębiorcy zajmującego się nieruchomościami, i Gladys Ekstadt Kilmer, szwedzkiej imigrantki, która zajmowała się domem, dorastał w środowisku dalekim od aktorstwa, ale już w młodym wieku zakochał się w Hollywood. W wieku zaledwie 17 lat został najmłodszym studentem przyjętym do prestiżowej sekcji aktorskiej Juilliard School w Nowym Jorku.

Jego debiut filmowy przyszedł w 1984 roku w fantastycznie absurdalnej komedii „Top Secret!”, ale to rola w filmie „Prawdziwy geniusz” z 1985 roku zwróciła na niego uwagę krytyków. Warto zauważyć, że początkowo Kilmer odrzucał propozycje ról w produkcjach komercyjnych, wybierając projekty teatralne – jego występy na Broadwayu w spektaklu „Slab Boys” u boku Seana Penna i Kevina Bacona cieszyły się uznaniem. Kilmer przez lata wspominał ten okres jako formacyjny dla jego aktorskiej wrażliwości.

Prawdziwy przełom w karierze Kilmera nastąpił w 1986 roku, gdy wcielił się w postać Toma „Icemana” Kazansky’ego w kultowym już dziś filmie „Top Gun”. Ciekawostką jest fakt, że początkowo Kilmer nie był zainteresowany tą rolą i przyjął ją tylko ze względu na zobowiązania kontraktowe. Paradoksalnie, to właśnie ta niechciana rola przyniosła mu międzynarodową rozpoznawalność i status idola nastolatek lat 80. Zimny, pewny siebie i konkurencyjny Iceman stał się jedną z najbardziej ikonicznych postaci w historii kina akcji, a słynna scena „zaciskania” zębów stała się jego znakiem rozpoznawczym.

Fanki jednak zakochały się w Kilmerze jako Madmartiganie w „Willow” z 1988 roku. Stereotypowy „bad boy”, który – w trakcie 126-minutowej historii o ratowaniu niemowlęcia mającego doprowadzić do obalenia okrutnej królowej Bavmordy – staje się bohaterem, porwał serca pokolenia millenialsów, a „Willow” trafił do tego samego, złotego koszyka klasyków co „Narzeczona księcia”. Tytuł doczekał się serialowej adaptacji w 2022 roku.

Złoty okres i role, które przeszły do historii

Lata 90. to złoty okres w karierze Vala Kilmera. W 1991 roku przyjął jedną ze swoich najbardziej pamiętnych ról – wcielił się w legendarnego muzyka Jima Morrisona w biograficznym filmie Olivera Stone’a „The Doors”. Dla tej roli Kilmer przeszedł niesamowitą transformację – nie tylko schudł, aby upodobnić się do wokalisty, ale także spędził prawie rok ucząc się śpiewać piosenki The Doors tak wiernie, że członkowie oryginalnego zespołu twierdzili, iż nie potrafili odróżnić jego głosu od głosu Morrisona. W filmie Kilmer wykonał wszystkie partie wokalne sam, co stanowi rzadkość w produkcjach biograficznych.

Rok 1993 przyniósł kolejną ikoniczną rolę w jego karierze – Doc Holliday w westernie „Tombstone”. Jego interpretacja gruźliczego rewolwerowca przeszła do historii kina dzięki charyzmatycznej grze i zapadającym w pamięć kwestiom dialogowym, jak słynne „I’m your huckleberry”. Podczas przygotowań do tej roli Kilmer dogłębnie studiował postać historycznego Doca Hollidaya, ucząc się nawet gry na pianinie i sztuczek z bronią, które charakteryzowały tę postać. Ciekawe jest to, że choć film nie zdobył uznania krytyków, rola Kilmera jest powszechnie uznawana za jedną z najlepszych w jego karierze.

Kulminacją tego udanego okresu było zagranie roli Batmana w filmie „Batman Forever” (1995) po tym, jak Michael Keaton zrezygnował z tej postaci. Film, choć komercyjnie udany, spotkał się z mieszanym przyjęciem, a sam Kilmer został skrytykowany za zbyt sztywne podejście do roli. Za kulisami dochodziło do napięć między aktorem a reżyserem Joelem Schumacherem, co doprowadziło do tego, że Kilmer nie powrócił do roli w kolejnej części. W wywiadach aktor przyznawał, że problemem był dla niego kostium Batmana – spędzał w nim całe godziny, mając ograniczoną widoczność i swobodę ruchu, co wpływało na jego komfort pracy i możliwości aktorskie.

Trudne lata i walka o powrót

Po sukcesach lat 90., kariera Kilmera zaczęła przygasać. Choć zagrał w kilku znaczących produkcjach, jak „Wyspa doktora Moreau” (1996) czy „Święty” (1997), filmy te nie odniosły spodziewanego sukcesu. Za kulisami „Wyspy doktora Moreau” Kilmer zyskał reputację trudnego we współpracy aktora, co potwierdzali zarówno reżyser John Frankenheimer, jak i jego partner z planu, Marlon Brando. Rzekomo Kilmer i Brando nie rozmawiali ze sobą poza scenami, w których mieli wspólne dialogi. Ta produkcja przeszła do historii jako jeden z najbardziej problematycznych planów filmowych w Hollywood.

Sam film, będący adaptacją powieści H.G. Wellsa o naukowcu tworzącym ludzko-zwierzęce hybrydy, został zmiażdżony przez krytyków i przepadł w box office. Recenzenci krytykowali chaotyczną fabułę, przesadne efekty charakteryzatorskie i nierówne aktorstwo, choć niektórzy dostrzegali w nim pewien urok filmu klasy B. Z czasem produkcja zyskała status filmu kultowego jako przykład artystycznej porażki, która fascynuje swoją historią powstawania o wiele bardziej niż treścią.

Pierwsze lata XXI wieku przyniosły dla Kilmera głównie role w filmach klasy B i produkcjach, które przechodziły bez większego echa. Aktor, niegdyś na szczycie Hollywood, coraz częściej pojawiał się w produkcjach niskobudżetowych i filmach trafiających od razu na rynek DVD. Jednym z jaśniejszych punktów tego okresu była rola w psychologicznym thrillerze „Władcy umysłów” (2003), gdzie zagrał u boku Christiana Bale’a. Mało znany fakt z tego okresu to zainteresowanie Kilmera filmami niezależnymi i eksperymentalnymi, w których mógł pokazać swój warsztat aktorski bez komercyjnej presji.

Przełom nastąpił w 2005 roku, gdy zagrał u boku Roberta Downeya Jr. w kryminalnej komedii „Kiss Kiss Bang Bang”, która choć nie odniosła sukcesu kasowego, zyskała status filmu kultowego i przypomniała widzom i krytykom o talencie Kilmera. W filmie wcielił się w postać prywatnego detektywa, pokazując swoje umiejętności komediowe i doskonałe wyczucie czasu. Ta rola jest często wymieniana jako jedna z jego najlepszych kreacji aktorskich po 2000 roku i uważana za początek potencjalnego comebacku, który niestety nie nastąpił w pełni ze względu na problemy zdrowotne aktora.

Walka z chorobą i ostatnie lata

W 2015 roku świat dowiedział się, że Val Kilmer zmaga się z rakiem gardła. Początkowo aktor zaprzeczał tym doniesieniom, ale w 2017 roku publicznie potwierdził diagnozę. Choroba i jej leczenie znacząco wpłynęły na jego zdolność mówienia – przeszedł tracheotomię, która zmieniła jego głos. To tragiczny los dla aktora, którego charakterystyczny, głęboki głos był jednym z jego znaków rozpoznawczych. Mimo tych przeciwności, Kilmer nie poddał się i kontynuował pracę na miarę swoich możliwości.

W 2020 roku ukazała się jego autobiografia „I’m Your Huckleberry”, w której otwarcie opowiedział o swojej karierze, romansach z gwiazdami takimi jak Cher czy Cindy Crawford, a także o walce z chorobą. Książka odsłoniła prywatne oblicze aktora – jego duchowe poszukiwania (był oddanym wyznawcą Chrześcijańskiej Nauki), relacje z dziećmi, Mercedes i Jackiem, oraz refleksje nad wzlotami i upadkami w Hollywood. W autobiografii Kilmer przyznał, że żałuje swojego trudnego zachowania na planach filmowych, które przyczyniło się do załamania jego kariery.

W 2021 roku studio a24 zrealizowało film dokumentalny o życiu aktora, „Val”, opisywano jako

Surowy i niezwykle oryginalny dokument ukazujący życie pełne skrajności i poruszający obraz tego, co znaczy być artystą.

Jednym z najbardziej poruszających momentów w ostatnich latach życia Kilmera był jego powrót do roli Icemana w sequelu „Top Gun: Maverick” (2022). Mimo poważnych ograniczeń głosowych, zagrał krótką, ale emocjonalną scenę z Tomem Cruise’em, która dla wielu widzów stała się jednym z najbardziej wzruszających momentów filmu. Na potrzeby tej roli wykorzystano technologię sztucznej inteligencji, aby odtworzyć jego głos z wcześniejszych nagrań. Sam Kilmer opisał ten powrót jako zamknięcie pewnego rozdziału w jego życiu i karierze.

Dziedzictwo artystyczne

Analizując filmografię Vala Kilmera, trudno nie zauważyć jego niezwykłej wszechstronności. Od komedii przez kino akcji, westerny, thrillery, po filmy biograficzne – Kilmer potrafił odnaleźć się w każdym gatunku. Szczególnie godna uwagi jest jego umiejętność całkowitego zanurzenia się w odgrywanych postaciach. Dla roli Jima Morrisona nie tylko śpiewał jak on, ale także przyjął jego manieryzmy i sposób poruszania się. Jako Doc Holliday opanował południowy akcent i charakterystyczne dla postaci gesty. Ta metoda pracy przynosiła imponujące rezultaty na ekranie, ale często prowadziła do napięć na planie.

Reżyserzy i aktorzy, którzy pracowali z Kilmerem, opisywali go jako perfekcjonistę, czasem trudnego we współpracy, ale zawsze oddanego swojemu rzemiosłu. Tom Cruise, z którym zagrał w „Top Gun”, wspominał, że napięcie między nimi na planie (odzwierciedlające rywalizację ich postaci) było częściowo kreowane przez Kilmera, który starał się utrzymać dystans. Z kolei reżyser Joel Schumacher po latach przyznał, że mimo trudności w pracy z Kilmerem, jego oddanie roli Batmana było godne podziwu – aktor spędzał długie godziny w niewygodnym kostiumie, starając się stworzyć złożoną postać.

Mało znanym aspektem twórczości Kilmera jest jego zaangażowanie w projekty artystyczne poza głównym nurtem kina. W 2010 roku wyreżyserował i wyprodukował dokument „Sometime Last Night”, który opowiadał o jego trasie teatralnej z monodramem „Citizen Twain”. Spektakl ten, w którym wcielał się w postać Marka Twaina, był jego autorskim projektem i pasją przez wiele lat. Kilmer pisał również poezję i wydał kilka tomików swoich wierszy, pokazując wrażliwość artystyczną, która rzadko była widoczna w jego hollywoodzkich rolach.

Zapytany kiedyś o swoją spuściznę, Kilmer odpowiedział:

Chciałbym, żeby pamiętano mnie nie tylko jako aktora, ale jako artystę, który próbował być uczciwy w swoim rzemiośle.

Ta szczerość artystyczna, czasem trudna dla otoczenia, ale zawsze autentyczna, pozostanie jego znakiem rozpoznawczym.