Rok 2022 jest kamieniem milowym dla kilku klasyków lat 80-tych. Jednym z nich jest horror science fiction Johna Carpentera z 1982 roku - "Coś" (The Thing). W zeszłym tygodniu sam reżyser ogłosił, że film wróci w czerwcu do kin dzięki uprzejmości Fathom Events.

„Coś” było dla reżysera bardzo ważnym projektem. Oparte na noweli z 1938 roku „Who goes there? Johna W. Campbell Juniora, to pełna napięcia opowieść o izolacji, woli przetrwania i odpowiedzialności. W filmie występują Kurt Russell (Ucieczka z Nowego Jorku), A. Wilford Brimley (Cocoon), T.K. Carter (Punky Brewster), David Clennon (The Right Stuff), Keith David (Pluton), Richard Dysart (Pale Rider), Charles Hallahan (Dante’s Peak), Peter Maloney (Requiem dla snu), Richard Masur (Rhoda), Donald Moffat (The West Wing), Joel Polis (The Rookie) i Thomas G. Waites (Klan Niedźwiedzia Jaskiniowego), którzy – jako zespół badaczy odizolowanych na Antarktydzie – desperacko próbują przetrwać inwazję niepodobną do niczego, co mogliby sobie wyobrazić.

Dzisiaj trudno w to uwierzyć, ale w 1982 r. publiczność nie pokochała filmu, który w dniu premiery wylądował dopiero na 8 miejscu box office. W tamtym czasie widzowie nadal jechali na haju „E.T.” Spielberga, a krytycy uznali film za nudny, przesadnie krwawy i nihilistyczny. Wielu krytyków porównywało film Carpentera do pierwszej adaptacji noweli, „Rzecz z innego świata” z 1951 roku, która bardziej opierała się na napięciu, a mniej na walce z obcym.

Na szczęście, podobnie jak w przypadku innych niedocenionych perełek kina, „Coś” zaczęło nabierać blasku wraz z boomem na VHS-y i dziś uważane jest za arcydzieło suspensu, efektów specjalnych i klasykę science fiction.