Zaskakujące zwycięstwo CODY, Janusz Kamiński i "Sukienka" bez Oscara, Chris Rock bez czucia w policzku, tak można by podsumować 94. galę rozdania Oscarów. Mimo to publikujemy pełną listę zwycięzców.

Rozdanie nagród rozpoczęło się jeszcze przed transmisją, a statuetki otrzymali m.in. twórcy Diuny (montaż, ścieżka dźwiękowa i scenografia), charakteryzatorzy „Oczu Tammy Fye” i „The long goodbye” w kategorii filmów krótkometrażowych. Kiedy gala weszła na wizję pierwszą statuetkę otrzymała Ariana DeBose (West Side Story), stając się pierwszą niebiałą i otwarcie nieheteroseksualną kobietą z Oscarem. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło, bo równo 60 lat wcześniej, również za rolę Anity Oscara otrzymała Rita Moreno, która do tej pory była pierwszą i jedyną latynoską z tą nagrodą na koncie.

Poza statuetką za oryginalną ścieżkę dźwiękową, dźwięk i zdjęcia, „Diuna” otrzymała również nagrodę za montaż, scenografię i efekty specjalne. Janusz Kamiński „stracił” za to Oscara na rzecz Greiga Fraisera i „CODY”, która okazała się czarnym koniem wieczoru, zgarniając złoto za scenariusz adaptowany, najlepszy film i dla aktora drugoplanowego, wygrywając we wszystkich kategoriach, w których była nominowana.

Oscara za najlepszą piosenkę filmową dostała Billie Eilish za utwór do 25. już części przygód Jamesa Bonda.

Poza tym – oczywiście pomijając spoliczkowanie Chrisa Rocka przez Willa Smitha – nie było większych zaskoczeń. Oto lista pozostałych zwycięzców tegorocznych Oscarów.

Animowany film krótkometrażowy: The Windshield Wiper

Kostiumy: Cruella

Scenariusz oryginalny: Belfast

Aktor pierwszoplanowy: Will Smith (King Richard)

Aktorka pierwszoplanowa: Jessica Chastain (Oczy Tammy Fye)

Film animowany: Nasze magiczne Encanto

Reżyseria: Jane Campion (Power of the Dog)

Film dokumentalny: Summer of Soul

Krótkometrażowy film dokumentalny: The Queen of Basketball

Film międzynarodowy: Drive my Car

Ku zaskoczeniu wielu niewiele mówiono o Ukrainie. W wystąpieniu Mili Kunis pojawiły się nawiązania, a następnie prośba o minutę ciszy i plansze z apelem o wsparcie dla ofiar konfliktu. Najbardziej naturalnie wypadło wystąpienie Francisa Forda Coppoli, który na koniec mowy o „Ojcu Chrzestnym” rzucił słowa „Niech żyje Ukraina”. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że dla Hollywoodu ta wojna toczy się naprawdę daleko, ale nadal zaskakującym jest, że więcej zwycięzców nie poszło chociażby śladami Coppoli.