
Pierwszy stycznia to w kalendarzu kinomana data szczególna. To dzień, w którym ambicje obejrzenia siedmiogodzinnego dramatu o egzystencjalnej pustce ustępują miejsca potrzebie oglądania czegokolwiek, co nie wymaga procesów myślowych i nie zawiera głośnych wybuchów. Jak przetrwać ten czas, inspirując się postaciami z ekranu? Oto krótki przewodnik.
Etap 1: Wielki Gatsby w wersji domowej
Większość z nas wchodzi w Nowy Rok z gracją Leonardo DiCaprio wznoszącego toast, by obudzić się rano w kondycji Toma Hanksa wyrzuconego na brzeg w „Cast Away – Poza światem”. Pierwszą zasadą przetrwania jest akceptacja. Jeśli lodówka świeci pustkami, a jedynym dostępnym prowiantem są resztki sałatki jarzynowej, warto przyjąć postawę twardziela z kina akcji. W końcu John Wick przeżył gorsze rzeczy, mając do dyspozycji jedynie ołówek.
Etap 2: Casting na idealny film „do poduszki”
Wybór repertuaru na 1 stycznia to wyższa szkoła jazdy. Odradza się produkcje Christophera Nolana – próba zrozumienia inwersji czasu przy pulsującym skroniowym bólu może skończyć się trwałym uszczerbkiem na zdrowiu. Najlepiej sprawdzają się filmy, które znamy na pamięć.
Idealnym wyborem są komedie romantyczne z lat 90. lub maraton „Harry’ego Pottera”. Dlaczego? Bo nawet jeśli zaśniemy w połowie, podświadomość i tak dopowie nam resztę fabuły, a kojący głos narratora zadziała lepiej niż niejedna tabletka musująca.
Etap 3: Filmowe postanowienia, które przeżyją do jutra
Nowy Rok to tradycyjny czas składania obietnic. Jako fani kina możemy obiecać sobie wiele: „W tym roku obejrzę całą filmografię Bergmana”, „Przestanę czytać spoilery przed premierą”, „Będę rzadziej wybierać filmy na podstawie oceny na IMDb”.
Prawda jest jednak taka, że większość tych postanowień kończy się dokładnie tak, jak plany czarnych charakterów w filmach o Bondzie – spektakularną katastrofą jeszcze przed końcem pierwszego aktu. I to jest w porządku. Dzień po Sylwestrze to czas na bycie Bridget Jones, a nie ambitnym reżyserem walczącym o Złotą Palmę.
Etap 4: Powrót do rzeczywistości (w zwolnionym tempie)
Kiedy słońce zaczyna zachodzić, a poziom optymizmu delikatnie wzrasta, można spróbować przejść do nieco trudniejszych treści. Może jakiś lekki kryminał, w którym morderca jest znany od 15. minuty? Albo kolejny odcinek serialu dokumentalnego o życiu pingwinów? Ważne, by nie wykonywać gwałtownych ruchów i pamiętać, że od 2 stycznia znów będziemy profesjonalnymi krytykami z ambicjami. Dzisiaj jesteśmy po prostu widzami w dresach.
