"Top Gun: Maverick" przegonił "Tytanika" i stał się najbardziej dochodowym filmem Paramount Pictures w 110-letniej historii studia.

Podczas gdy epicki „Tytanik” Jamesa Camerona utrzymał ten tytuł przez ćwierć wieku, „Top Gun: Maverick” oficjalnie zatopił film z 1997 roku jako najlepszy tytuł Paramount wszechczasów. Po zdobyciu 601,9 miliona dolarów, kontynuacja „Top Gun” z 1986 roku wciąż zaskakuje wszystkich, bijąc rekord za rekordem.

Po pojawieniu się w kinach po prawie dwuletnim opóźnieniu spowodowanym pandemią, „Top Gun: Maverick” udowodnił, że na niektóre rzeczy warto czekać. Zajmując 50. pozycję na liście filmów z budżetem do 1 miliarda dolarów brutto, stał się najbardziej dochodowym filmem w karierze Toma Cruise’a i zdołał obalić potężnego „Tytanika” ze względną łatwością. Biorąc pod uwagę, jak długo film Jamesa Camerona siedział na szczycie góry Paramount i że właśnie wychodzimy z pandemii to  osiągnięcie jest oszałamiające. Brian Robbins, prezes i dyrektor generalny Paramount Pictures, powiedział:

Od 110 lat Paramount Pictures produkuje i dystrybuuje jedne z najbardziej kultowych filmów w historii Hollywood. Top Gun: Maverick to fenomenalny film i jesteśmy bardzo dumni z tego, że świętujemy to ogromne osiągnięcie razem z Tomem Cruisem, naszymi filmowcami i obsadą, naszymi zespołami marketingowymi i dystrybucyjnymi oraz, oczywiście, wszystkimi nowymi i oryginalnymi fanami Top Gun, bez których ten sukces nie byłby możliwy.

 

View this post on Instagram

 

A post shared by fanaticon (@fanaticonmx)

Miłość fanów do „Top Gun: Maverick” wynika nie tylko z nostalgii za oryginalną historią i tęsknotą za Valem Kilmerem jako Icemanem, ale też z faktu, że sequel rzeczywiście ma historię wartą opowiedzenia i nie powstał tylko po to, by odcinać kupony od oryginału. Mamy nadzieję, że jeśli powstanie kolejna część franczyzy, o czym przy takim sukcesie zawsze się mówi, będzie ona wierna spuściźnie Top Gun.

Na szczęście film zrodził kolejną kontynuację i spin-off skupiający się na postaci Johnsona, a w sumie franczyza wciąż jest przez wielu czule wspominana. Chociaż pojawienie się Króla Skorpiona w filmie nigdy nie będzie lepsze, przynajmniej nowe wyjaśnienia dają jakiś powód, dlaczego ta scena wyszła tak, jak wyszła.