Pandemia pokazała nam wiele rzeczy, których nie chcielibyśmy wiedzieć, między innymi to, że Netflix & chill to kompletna bzdura. Oczywiście jest tam wiele ciekawych tytułów, ale po jakimś czasie nawet comiesięczne premiery nie zmieniają faktu, że zanim znajdziemy coś, co chcemy obejrzeć, ziemniaki są już zimne. Żeby więc uratować chociaż kilka obiadów, przedstawiamy Wam najciekawsze kwietniowe premiery platformy.

1.04 - “Oni żyją”

Kultowy już horror z 1988 roku w reżyserii Johna Carpentera. John Nada odkrywa, że kiedy włoży specjalne, przeciwsłoneczne okulary wszędzie widzi… Marka Zuckerberga. No może nie, ale blisko – wszędzie widzi nieludzkie istoty i ich podprogowe przekazy, które kontrolują ludzkie umysły. Nada, wbrew nazwisku, robi coś i zaczyna walczyć.

1.04 - Trylogia Rambo

Kiedyś, zanim pojawili się vlogerzy, każda dziewczynka, kiedy dorośnie, chciała zostać Rambo. Kto by nie chciał! Teraz, kiedy jesteśmy już dorośli, warto przypomnieć sobie Sylvestra Stallone, którego już wtedy trudno było zrozumieć, mimo że prawie nic nie mówił. Ale jak już się odezwał…

1.04 - Xanadu

Film w skrócie wygląda tak: młody malarz ma dość, chce zniszczyć swój obraz, ale w parku dopada go laska, zaczyna go – bez zapytania o zgodę! – całować, mówi, żeby nie niszczył obrazu i znika. Malarz zastanawia się, że co, ale nie niszczy obrazu. Potem dostaje zlecenie zaprojektowania okładki płyty piosenkarki, która okazuje się tym zboczeńcem z parku, a jednocześnie grecką muzą, która zstąpiła na ziemski padół, by inspirować artystów. Jak gdyby nigdy nic otwierają klub i robią show na wrotkach, po czym muza znika, ale zostawia sobowtóra. Emocjonalny rollercoaster.

Można też film obejrzeć dla ścieżki dźwiękowej, bo ta – w wykonaniu Electric Light Orchestra – była hitem amerykańskich list przebojów. Film nie za bardzo.

23.04 - Cień i kość (sezon 1)

Z niecierpliwością wyczekiwany serial fantasy, o miejscu, które Kazik opisałby słowami “świeci neonami prawa strona, lewa strona cała wygaszona”, czyli połowa kraju okryta jest ciemnością i nie wiadomo o co chodzi. Teaser zapowiada się nieźle, ale trochę strach, że Netflix po drugim sezonie uzna, że czas robić coś nowego. Ile Fireflyów jeszcze zniesiemy?!

29.04 - Yasuke (sezon 1)

Na ten dzień zaplanujcie 3-daniowy obiad, bo historia o jedynym japońskim czarnym samuraju wbija się na Netflixa, jak katana w ciała wrogów Nobunagi. Nad serialem pracował LeSean Thomas, którego znacie z takich animowanych produkcji, jak The Boondocks, The Legend of Korra czy Black Dynamite.